Witam ponownie. Przerwa spowodowana bardzo smutnymi dla mnie rodzinnymi zdarzeniami spowodowała zarzucenie wspinania na znaczny okres. Wracam jednak do dalszej walki wspinaczkowej. Startuję z poziomu dużego spadku powera oraz z 82 kilogramami na karku. W pierwszej kolejności staram się odbudować mięsiory odzwyczajone od wysiłku wspinaczkowego plus zrzucić kilka zbędnych kilogramów.
Poczyniłem także pewne starania w kierunku urozmaicenia ćwiczeń domowych - zakupiłem chwytotablicę. Teraz analizuję jeszcze jakim sposobem ją zamontować nad drzwiami - mam pewne obawy co do wytrzymałości ściany, która jest zbudowana z cegły dziurawki. Wkręcę się w nią kołkami fishera takimi na 10 cm i powinno na 6-ciu punktach wytrzymać. Jak się ściana rozwali to trudno nie będę miał wyjścia i zatrudnię budowniczych aby zrobili ścianę od nowa ale już pancerną tak aby można było chwytotablicę zamontować na 100%.
Na razie na sztucznej takie VI.1+ ledwo, ledwo na wędkę zrobiłem ale może jakoś uda się wyrobić przed moim ulubionym wrześniem i pójść do przodu z rekordami wspinaczkowymi - takie małe marzenie to VI.4 na ten sezon.
PS
Niestety stresy ostatniego czasu spowodowały, że wróciłem do jarania - wytrzymałem 6 miesięcy i 14 dni bez jarania. Za niedługo rzucam ponownie muszę jednak ponownie zebrać się w sobie aby z tym zawalczyć.
czwartek, 28 kwietnia 2016
wtorek, 15 marca 2016
Ponad 6 miesięcy bez petów
Uzbierało mi się trochę dni bez petów już 6 miesięcy i 14 dni. Rozwaliło mi to nie jaranie trochę życie, przytyłem, jestem trochę bardziej skłonny do zdenerwowania itp. Czekam aż zrobi się na tyle ciepło aby zażyć więcej ruchu na świeżym powietrzu (o ile powietrze w Krakowie może być świeże :)). Cały czas mam nadzieję, że uda mi się całkowicie zrzucić wszystkie zbędne kilogramy zrobione przez jesień i zimę bez petów.
PS
Tej zimy jeżeli chodzi o przepracowanie treningowe to tej pracy nie było prawie wcale, totalny luz i odpoczynek od wspinania - takie podtrzymywanie jedynie. Ciekawe jak to będzie w sezonie na skałach, paradoksalnie może nie będzie tak źle bo głód wspinania może się bardziej prawdopodobnie pojawić :).
piątek, 4 marca 2016
Rekord gęstości wspinacza na metr kwadratowy
Wczoraj pisałem o wielkim ścisku na ścianach w godzinach szczytu (gdzieś tak od 18 do 20). Byłem wieczorem na sztucznej i rekord ilości wspinaczy na metr kwadratowy został ewidentnie pobity - jeszcze do tego wszystkiego urodziny chyba dzieciaków były. Nawet szafki swojej nie dostałem w szatni :(. W takim szczycie powinni wyłączyć przynajmniej dla udobruchania wspinających pobieranie dodatkowych pieniędzy do multisporta.
Wspinaliśmy się i powiem była to wątpliwa przyjemność :). Nie ma wyjścia trzeba zmienić godziny chodzenia najlepiej na poranki :). Przy okazji rzucić pracę :).
Wspinaliśmy się i powiem była to wątpliwa przyjemność :). Nie ma wyjścia trzeba zmienić godziny chodzenia najlepiej na poranki :). Przy okazji rzucić pracę :).
czwartek, 3 marca 2016
Trening beztlenowy
Z tym tlenem w tytule posta to nie tak - chodzi o to, że na ścianach takie tłumy, że każdy trening jest treningiem bez tlenu :). Jest masakra - człowiekowi się odechciewa chodzić. Taka zmiana nastąpiła w ciągu ostatnich trzech lat mojego napalenia na wspinanie - jeszcze 3 lata temu nie było aż takiego spędu ludzi. Ewidentnie potrzebna jest kolejna duża ściana w Krakowie bo przecież tak się nie da żyć :). Poza tym, że nie ma czym oddychać, że tłuste chwyty i że magnezji pył unosi się w straszliwych ilościach w powietrzu dodatkowo jest taki gwar, że kurna boli mnie głowa jak wychodzę z "treningu". Tak, tak stary zrzędliwy dziad ze mnie ale niestety takie są fakty - jest niemiło. Ci szczęściarze co mogą chodzić rano czy ogólnie w godzinach mniej popularnych nie wiedzą o czym mówię ale tych ludzi z definicji jest mało - jedyne na co mogą cierpieć to samotność :).
PS
Naprawdę uwierzcie mi - wspinanie jest do dupy :). Nie chodźcie na sztuczne ściany - lepiej pograć w kosza albo w squasha :) nie mówiąc już o codziennym imprezowaniu jeżeli jest się studentem.
PS
Naprawdę uwierzcie mi - wspinanie jest do dupy :). Nie chodźcie na sztuczne ściany - lepiej pograć w kosza albo w squasha :) nie mówiąc już o codziennym imprezowaniu jeżeli jest się studentem.
środa, 3 lutego 2016
Trzeba się podnieść i walczyć
Ostra przerwa od wspinania. Życie lekko odcięło mnie od możliwości trenowania ale dzisiaj nastąpił powrót. Celem jest wstępna walka z monstrualną wagą (84 kg o poranku dalej się utrzymuje a moje podstawowe hobby to wpierniczanie żarcia). Zaczynam zatem od delikatnego rozruchu w tym tygodniu. Możliwe, że wystartowanie o miesiąc później niż w zeszłym roku wyjdzie na dobre - zmęczenie treningiem nastąpi akurat wtedy gdy już na skały będzie można jechać i forma nie spadnie przed dotknięciem wapienia :).
wtorek, 12 stycznia 2016
Plan na 2016
Popatrzyłem raz jeszcze na realizacje planów na 2015 i nie jest tak źle jakby się wydawało.
Ad1. Rzucenie fajek - zrealizowane (nie palę już 131 dni :))
Ad2.Trafić w szczyt formy na sezon. Nie do końca się udało, znowu za wcześnie nastąpiło napalenie na trenowanie i potem zgasło to napalenie zbyt wcześnie :)
Ad3. Trochę więcej wspinałem się RP. Nie można mówić, że wisiałem na trudnych drogach godzinami ale trochę jednak dłużej powisiałem.
Ad4. Poprowadzenie VI.4 nie udane ale w gruncie rzeczy było blisko zabrakło może z 5 wypadów na skały i kto wie może by puściło :). Zadowoliłem się VI.3 i prawie VI.3+/4 na wędkę.
Ad5. No prawie się udało te 20 podciągnięć :) hihi.
Plan na ten rok jest jeszcze bardziej konkretny niż ten z poprzedniego roku:
1. Poprowadzić minimum VI.4 i powisieć na jakimś VI.5.
2. Kontynuować trwanie w niepaleniu (na razie w tym stanie trzeba trwać, nie jest to naturalny stan ale być może po kilku latach takim się stanie).
I tyle. Proste nieprawdaż?
Co do treningu to stawiając na zmienność jako podstawę mojej filozofii treningowej w tym roku siła :). Ćwiczonka z obciążeniem w domowym zaciszu i w standardzie około 10 do 15 kg na sobie w trakcie całego przygotowania na sztucznej. Na razie w domu zacząłem od 27 kg dociążenia przy standardowych ćwiczeniach opisywanych od kilku lat na tym blogu. Wytrzymałość siłową wprowadzę stopniowo z biegiem czasu gdy zbliżać się będzie sezon. To tyle - tak jeszcze nie trenowałem nigdy a więc mając w dupie wszelkie teorie wchodzę w taki sposób - ważne, że całkiem inny niż jakikolwiek stosowany przeze mnie dotychczas :). Może coś z tego wyjdzie :).
Pozdrawiam i życzę udanego ładowania i wspinania w całym nowym 2016 roku.
Ad1. Rzucenie fajek - zrealizowane (nie palę już 131 dni :))
Ad2.Trafić w szczyt formy na sezon. Nie do końca się udało, znowu za wcześnie nastąpiło napalenie na trenowanie i potem zgasło to napalenie zbyt wcześnie :)
Ad3. Trochę więcej wspinałem się RP. Nie można mówić, że wisiałem na trudnych drogach godzinami ale trochę jednak dłużej powisiałem.
Ad4. Poprowadzenie VI.4 nie udane ale w gruncie rzeczy było blisko zabrakło może z 5 wypadów na skały i kto wie może by puściło :). Zadowoliłem się VI.3 i prawie VI.3+/4 na wędkę.
Ad5. No prawie się udało te 20 podciągnięć :) hihi.
Plan na ten rok jest jeszcze bardziej konkretny niż ten z poprzedniego roku:
1. Poprowadzić minimum VI.4 i powisieć na jakimś VI.5.
2. Kontynuować trwanie w niepaleniu (na razie w tym stanie trzeba trwać, nie jest to naturalny stan ale być może po kilku latach takim się stanie).
I tyle. Proste nieprawdaż?
Co do treningu to stawiając na zmienność jako podstawę mojej filozofii treningowej w tym roku siła :). Ćwiczonka z obciążeniem w domowym zaciszu i w standardzie około 10 do 15 kg na sobie w trakcie całego przygotowania na sztucznej. Na razie w domu zacząłem od 27 kg dociążenia przy standardowych ćwiczeniach opisywanych od kilku lat na tym blogu. Wytrzymałość siłową wprowadzę stopniowo z biegiem czasu gdy zbliżać się będzie sezon. To tyle - tak jeszcze nie trenowałem nigdy a więc mając w dupie wszelkie teorie wchodzę w taki sposób - ważne, że całkiem inny niż jakikolwiek stosowany przeze mnie dotychczas :). Może coś z tego wyjdzie :).
Pozdrawiam i życzę udanego ładowania i wspinania w całym nowym 2016 roku.
piątek, 8 stycznia 2016
Podsumowanie roku 2015
Ostatnio duża doza przerwy od tematu wspinania ale nie zapomniałem o podsumowaniu. Najważniejszy cel jaki miałem osiągnąć został osiągnięty - nie palę fajek (już ponad 4 miesiące i wygląda na to, że tak już pozostanie). Co do celów wspinaczkowych chciałem zrobić VI.4 ale udało się poprowadzić tylko VI.3 plus na wędkę prawie jedno VI.3+/4. Nie jest tak źle szczególnie, że w tym roku wyjazdów na skały miałem bardzo mało.
Dużym punktem tego roku był kurs wspinaczki wielkościanowej w Paklenicy. Podniosło to ogólną świadomość wspinaczkową na inny poziom.
W tym roku po raz pierwszy nastąpił pewien znaczący przesyt wspinaczką - kilkukrotnie miałem takie zniechęcenie, taki stan ducha, że najzwyczajniej nie chciało mi się wspinać :). Myślę, że to normalne po tak długim napaleniu na wspinanie i nie traciłem i nie tracę nadziei, że to przejściowy stan.
Co do treningów zniechęca mnie strasznie tłum ludzi na sztucznych ścianach. Ciężko trenować w takich warunkach. Nie ukrywam, że wieczorowy wypad na sztuczną poza treningiem ma być także elementem psychicznego wypoczynku po pracy itp. Ciężko mi o taki wypoczynek gdy przyjeżdżam jakby na standing party gdzie po 2 godzinach boli głowa od tego gwaru i szumu (oj stary już jestem i nie potrafię wypoczywać psychicznie w takich warunkach). Poza tym nerwy człowieka chwytają gdy na każdy wspin trzeba czekać, przeciskać się itp. Jest to ogólnie denerwujące.
Wracając jeszcze do rzucenia fajek to niestety odbiło się to na mojej wadze. Pobiłem swój rekord wszechczasów 84,5 kg o poranku :) - gdzie tam moje 74 kg hehehe.
Co do kontuzji to udało się w dalszym ciągu szczęśliwie uniknąć czegoś poważniejszego chociaż raz nadwyrężyłem palca serdecznego prawej ręki i bolał przez miesiąc dość znacznie - dało się go jednak mimo wszystko wykorzystywać :).
Co do planów na nadchodzący sezon jeszcze myślę jak to zorganizować aby było inaczej niż dotychczas - coś mam nadzieję się wymyśli.
Dużym punktem tego roku był kurs wspinaczki wielkościanowej w Paklenicy. Podniosło to ogólną świadomość wspinaczkową na inny poziom.
W tym roku po raz pierwszy nastąpił pewien znaczący przesyt wspinaczką - kilkukrotnie miałem takie zniechęcenie, taki stan ducha, że najzwyczajniej nie chciało mi się wspinać :). Myślę, że to normalne po tak długim napaleniu na wspinanie i nie traciłem i nie tracę nadziei, że to przejściowy stan.
Co do treningów zniechęca mnie strasznie tłum ludzi na sztucznych ścianach. Ciężko trenować w takich warunkach. Nie ukrywam, że wieczorowy wypad na sztuczną poza treningiem ma być także elementem psychicznego wypoczynku po pracy itp. Ciężko mi o taki wypoczynek gdy przyjeżdżam jakby na standing party gdzie po 2 godzinach boli głowa od tego gwaru i szumu (oj stary już jestem i nie potrafię wypoczywać psychicznie w takich warunkach). Poza tym nerwy człowieka chwytają gdy na każdy wspin trzeba czekać, przeciskać się itp. Jest to ogólnie denerwujące.
Wracając jeszcze do rzucenia fajek to niestety odbiło się to na mojej wadze. Pobiłem swój rekord wszechczasów 84,5 kg o poranku :) - gdzie tam moje 74 kg hehehe.
Co do kontuzji to udało się w dalszym ciągu szczęśliwie uniknąć czegoś poważniejszego chociaż raz nadwyrężyłem palca serdecznego prawej ręki i bolał przez miesiąc dość znacznie - dało się go jednak mimo wszystko wykorzystywać :).
Co do planów na nadchodzący sezon jeszcze myślę jak to zorganizować aby było inaczej niż dotychczas - coś mam nadzieję się wymyśli.
wtorek, 29 grudnia 2015
Konkretnie to 84,5 kg
Rekord wagowy wspinacza :) - po świętach 84,5 kg o poranku. Oj będzie z czego schodzić po nowym roku. Nie ma co ukrywać po rzuceniu palenia jedzenie to moje kolejne hobby :).
piątek, 4 grudnia 2015
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy
Grubas kontratakuje!!! Oj dzieje się. Niepalenie rzuciło się na masę i nie odpuszcza. Przed chwilą zważyłem cielsko i wyszło mi ni mniej ni więcej a 83,4 kg. O poranku będzie jakieś 82.5 kg ale to tylko drobne pocieszenie. Absolutnie się nie przejmuję bowiem w tym roku po raz pierwszy mam zamiar naprawdę dużo z dodatkowym obciążeniem potrenować - mam na sobie około 10 kg dodatkowych i to w bardzo naturalny sposób rozłożonych po całym organizmie - pasy i inne kamizelki obciążające mimo wszystko zaburzają równowagę przykładając dodatkowy ciężar w nienaturalny sposób.
PS
Tymi pokrętnymi tłumaczeniami powyżej oczywiście nie zdołałem przekonać samego siebie, że mimo wszystko jest lekka panika w temacie wagi :) hehehe.
PS2
Przytycie nie wiąże się tylko z rzuceniem palenia ale też z tym, że ostatnio byłem 2 tygodnie chory - zatoki zaatakowały. Potem tydzień przerwy i znowu się przeziębiłem dość znacznie. Sumarycznie byłem 4 razy na wspinaniu w ciągu miesiąca.
PS
Tymi pokrętnymi tłumaczeniami powyżej oczywiście nie zdołałem przekonać samego siebie, że mimo wszystko jest lekka panika w temacie wagi :) hehehe.
PS2
Przytycie nie wiąże się tylko z rzuceniem palenia ale też z tym, że ostatnio byłem 2 tygodnie chory - zatoki zaatakowały. Potem tydzień przerwy i znowu się przeziębiłem dość znacznie. Sumarycznie byłem 4 razy na wspinaniu w ciągu miesiąca.
czwartek, 19 listopada 2015
Za chwilkę stuknie trzy lata
Zbliża się rozpoczęcie roku czwartego - licząc od powrotu do wspinania. Gdyby chcieć zrobić to co ponad 20 lat temu się udało w czwartym roku wspinania, powinienem w nadchodzącym sezonie zrobić Chińskiego przynajmniej na wędkę :). Może być ciężko - aktualnie udało się jedno VI.3 poprowadzić (i to dość łatwe) i powiedzmy VI.3+/4 na wędkę z takim prawie jednym blokiem. To niewiele :). Niestety chcąc robić progres w skale trzeba na te skały jeździć w miarę często - w minionym sezonie to się nie udało - byłem na skałach może kilkanaście razy sumarycznie. Pod Chińskiego należałoby też już w zimie pomyśleć o specjalnym treningu - pojedyncze paluszki, silne łydki w mikro dziurkach itp. Może się to uda ale boje się o kontuzje jeszcze na tym etapie - jednak stare cielsko to nie to samo co młode cielsko dwadzieścia lat temu :). Pamiętam, że kontuzje trafiały mi się w tamtym okresie młodości gdy byłem już bliski VI.5 a co dopiero teraz :). Nie poddaje się jednak i z uporem maniaka idę dalej - zobaczymy gdzie się uda dojść.
PS
Miałem już nie pisać o nie paleniu ale jednak jeszcze o tym myślę więc napiszę. Nie palę już ponad 11 tygodni :). Waga 79.2 kg o poranku - ale trudno, lepiej 5 kg więcej ale bez palenia :).
PS
Miałem już nie pisać o nie paleniu ale jednak jeszcze o tym myślę więc napiszę. Nie palę już ponad 11 tygodni :). Waga 79.2 kg o poranku - ale trudno, lepiej 5 kg więcej ale bez palenia :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)