Najlepsza metoda na progres - ładowanie na skałach. Wybrać odpowiednio trudne drogi i jazda do ataku. Po ostatnich odwiedzinach skał czuję ewidentny przyrost siły - szczególnie w przykurczach dla różnych pozycji. Nie bez znaczenia jest też przyzwyczajanie się do sprawiających ból chwytów - na sztucznej chwyty są przyjemne i mile w dotyku (to dobrze, szkoda byłoby nabawiać się kontuzji na sztucznej).
A co tam z rozgrzewką przed wspinaczką na skałach? Ostatnio nie zaniedbałem tego tematu, chociaż i tak nie była to taka rozgrzewka jak na sztucznej ściance. Dobra metoda na rozgrzanie dłoni i przedramion to znalezienie sobie dwóch chwytów, oparcie się gdzieś nogami na skale i zwisy ze zmianą rąk na chwytach - bardzo dobrze rozgrzewa a nie trzeba szukać trawersu.
Jedno dodatkowe doświadczenie apropo rozgrzania na skałach. Gdy już się rozgrzałem i powspinałem na kilku drogach, nastąpiła chwila większej przerwy od wspinania - gdzieś tak z 50 minut. Po tym czasie przystawiłem się do kolejnej drogi, na której od razu wystąpił efekt jakby wstrętu do ciągnięcia na maksa przy wymagających tego chwytach - takie jakby zesztywnienie dłoni, które nie chcą pociągnąć bardziej bo boli. Co prawda droga była wymagająca (takie boulderowe VI.4) ale były to dwa pierwsze chwyty tej drogi, spokojnie do wykonania gdyby rączki były cały czas w gotowości bojowej. Widać na tym przykładzie, że nawet odstawienie wspinania po konkretnym rozgrzaniu powoduje już znaczące efekty spadku możliwości - możliwe, że bardzo krótkotrwałe ale jednak.
wtorek, 10 czerwca 2014
3 wypady - 2 kleszcze
Po ostatnich trzech wypadach na skały stwierdzam, że problem kleszczy istnieje (przynajmniej w sensie takim, że siadają na człowieku). Zaatakowały mnie dwa malutkie kleszcze (ledwo je namierzyłem). Ciekawe na ile problem boreliozy jest prawdziwy a na ile rozdmuchany przez producentów wszelkich środków na kleszcze. Ogólnie istnieje w świadomości ludzi duży strach przed kleszczami. Ciekawe jest to o tyle, że dawniej problem nie istniał - całe dzieciństwo biegałem po różnych trawskach i nikt nie przejmował się kleszczami. Ale faktycznie jest ich jakby więcej (to da się łatwo zaobserwować). 20 lat temu ani raz nie złapałem kleszcza jeżdżąc na skały a jeździłem bardzo intensywnie. Rozmnożyło się to paskudztwo dość znacznie. Kleszcze pamiętam łapałem gdzieś na mazurach, czy w lasach na północy kraju - jakoś nigdy nie ugryzł mnie żaden na południu polski :).
Oczywiście zakupiłem już środek odstraszający kleszcze - marketing strachu działa :)
niedziela, 8 czerwca 2014
Zeszyt elektroniczny
Hm.. Tak, posiadam zapis swoich dróg, kiedyś był to zeszyt a teraz jest to arkusz kalkulacyjny. Fajnie zbiera się drogi do kolekcji. A jak to wygląda aktualnie? Od początku ponownego napału na wspinanie zrobiłem 54 drogi w skałach. 42 z tego z dolną asekuracją, 12 na wędkę. 33 w OS (lub niby OS bo drogi robiłem już 20 lat temu) Niewiele tego ale i tak przy mojej częstotliwości wypadów na skały jest to już coś. Co do proporcji OS do RP to myślę, że trochę przesadzam 33 OS do 4 RP :). Ale to nadgonię, chociaż OSy to największy fun jaki można sobie zafundować w skałkach, stąd pewnie ta proporcja. Co do rozkręcania się napalenia na wspina to też idzie do przodu - w zeszłym roku tylko 18 dróg w skałkach - w tym sezonie, pomimo, że jeszcze się na dobre nie rozkręcił mam tych dróg już 36. Jeszcze gdybym moją lepszą połowę namówił na wspinanie częstotliwość wspinu na pewno poszybowałaby do góry :). Oczywiście nigdzie mi się nie spieszy ale pewne tempo trzeba zachować aby w skończonym czasie zacząć przymiarki do Chińskiego Maharadży :).
Poszukiwanie limesu OS
Dwa nowe małe kroczki w kierunku Chińskiego zrobione. W dolince Brzoskwinki zrobiłem w OS Drzewo Stan VI.1+ a potem Irminsul VI.2 we flash (wg wycen przewodnika Rettingera). Boulderowe długości tras, kilka przechwytów i po krzyku :). Wcześniej jeszcze jedno VI- w OS ale bardzo nieprzyjemne, cała droga w zielonym, śliskim jak diabli glonie.
Wygląda na to, że przy odrobinie szczęścia możliwe jest w OS zrobienie VI.2. Na takie też drogi będę polował w nadchodzącym czasie. Najwyższa też pora w końcu zrobić jakiś projekt RP, już dłużej nie można czekać :).
Fajnie, że to dopiero początek sezonu - jest jeszcze dużo czasu na projektowanie :).
Wygląda na to, że przy odrobinie szczęścia możliwe jest w OS zrobienie VI.2. Na takie też drogi będę polował w nadchodzącym czasie. Najwyższa też pora w końcu zrobić jakiś projekt RP, już dłużej nie można czekać :).
Fajnie, że to dopiero początek sezonu - jest jeszcze dużo czasu na projektowanie :).
sobota, 7 czerwca 2014
Chiński Maharadża - dwa pierwsze chwyty :)
Ostatnio gdy byłem w dolinie Bolechowickiej dotknąłem sobie nieśmiało dwóch pierwszych chwytów do Chińskiego Maharadży :) - hehehe proste i przyjemne. Myślę, że tak do dojścia nad okap mogłoby puścić przy odpowiednim zapatentowaniu :). Ale to co dalej czeka na drodze jest jeszcze nieosiągalne w najbliższym czasie. Może za rok. Trzeba w końcu zacząć po czymś trudnym w RP się wspinać - tak oceniam, że przy pewnej dozie samozaparcia jakieś VI.3+ może puścić w tym roku.
piątek, 6 czerwca 2014
K... ostatni raz bez rozgrzewki
Wypad mający na celu osiągnięcie nowego progu w OS. Cel zrobiony - VI.1 w OS - Eksterminacja Kaczek w Kobylańskiej. Potem długa przerwa i tak z głupa pomyślałem, że może się uda - przystawka w OS do Trawersu Malczyka VI.2 na Filarku Obok Garażu. Niewiele brakło ale efekt braku rozgrzania objawił się natychmiastowym zbułowaniem w ciągu sekundy. Sekundę wcześniej ręce jakby działały a potem nagle buła i tylko buła. Strasznie przeklinałem - jeżeli ktoś to słyszał to przepraszam bo pewnie niosło się daleko.
Podsumowując - czym objawia się brak rozgrzewki? (w wieku 41 lat, nie wiem jak to jest gdy ma się mniej latek). Objawia się gwałtownym i szybkim zbułowaniem przy pierwszych realnych trudnościach.
A co piszą na temat taktyki robienia OS w necie. Oczywiście piszą, żeby przed OS dobrze się rozgrzać i zrobić sobie kilka dróg łatwiejszych (nie jedną tylko kilka). A co pisze Horst w swojej książce - oczywiście to samo. Swoje maksimum możliwości osiąga się po rozgrzaniu a także po przyzwyczajeniu się do wspinania po takich kilku rozruchowych wspinkach. Tak piszą wszędzie :). I co robi bezmózgi dziadyga? - robi dokładnie inaczej.
Ostateczna nauczka - teraz już przenigdy nie przystawiam się do swoich maksów OS czy jakichkolwiek innych bez porządnej (nie udawanej) rozgrzewki.
Ogólnie powrót z zadowoleniem, w końcu maksowy OS puścił - ale przystawka do VI.2 pozostawia niesmak :). Duży niesmak.
Podsumowując - czym objawia się brak rozgrzewki? (w wieku 41 lat, nie wiem jak to jest gdy ma się mniej latek). Objawia się gwałtownym i szybkim zbułowaniem przy pierwszych realnych trudnościach.
A co piszą na temat taktyki robienia OS w necie. Oczywiście piszą, żeby przed OS dobrze się rozgrzać i zrobić sobie kilka dróg łatwiejszych (nie jedną tylko kilka). A co pisze Horst w swojej książce - oczywiście to samo. Swoje maksimum możliwości osiąga się po rozgrzaniu a także po przyzwyczajeniu się do wspinania po takich kilku rozruchowych wspinkach. Tak piszą wszędzie :). I co robi bezmózgi dziadyga? - robi dokładnie inaczej.
Ostateczna nauczka - teraz już przenigdy nie przystawiam się do swoich maksów OS czy jakichkolwiek innych bez porządnej (nie udawanej) rozgrzewki.
Ogólnie powrót z zadowoleniem, w końcu maksowy OS puścił - ale przystawka do VI.2 pozostawia niesmak :). Duży niesmak.
Stokówka - wygląda sympatycznie
Na takie topo natrafiłem LINK. Bardzo fajnie to wygląda, dużo dróg, niedaleko Krakowa, obite itp. Dla mnie tym bardziej bomba, że mam rodzinę w tamtych okolicach i teraz już wiem gdzie ewentualnie wyskoczyć gdyby rodzina chciała mi podwyższać wagę za pomocą pysznego jedzonka :).
środa, 4 czerwca 2014
Starsi się wspinają
Zapomniałem! Taki filmik podlinkował pewien życzliwy komentator bloga LINK. Niezłe co? Napawa optymizmem i pokazuje, że da się wspinaczkę uprawiać bardzo długo a czasami nawet na bardzo wysokim poziomie.
Pogoda po pracy
Niemożliwe a jednak i takie cuda się zdarzają - pogoda po pracy. Wybraliśmy się do Kobylańskiej pod Szarą Płytę. Miałem trzy małe cele ale zdążyłem wyrobić czasowo z dwoma. Na pierwszy ogień po rozgrzewce poszedł Komin Sasa VI-. To w ramach przełamywania niechęci do kominów. Puścił od strzału ale sapanko było zdrowe. Mam już kask i do kominów stosuję zasadę - zawsze w kasku, nawet na skałkach. Zasada okazała się pomocna, kilka razy wstając ze stopni walnąłem głową (kaskiem) w skałę kominową :). Druga droga to Filar Obok Garażu VI. Puściło bez problemu i jak się okazało wcześniejszy komin mimo trochę mniejszej wyceny był ze 2 razy trudniejszy :). Chciałem jeszcze w OS przystawić się do Eksterminacji kaczek VI.1 ale już nie wyrobiłem - zostanie sobie na potem.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Kości i inne takie
Na własnym przykładzie zaobserwowałem, że w trakcie wspinaczki na własnej bardziej ufam kościom niż friendom. Jak widzę siedzącego heksa to jakoś tak od razu mogę stwierdzić, że fajnie się zaklinował lub nie. Zwykłe kości też jakoś tak z wyglądu od razu trafiają do przekonania, że siedzą. Z friendami jest inaczej. Tutaj jakoś tak nie do końca czuję, że siedzi :). Friendy siadają nawet w równoległych szczelinach i może z tego powodu jakoś tak się wydaje , że to wyleci bo mózg nie akceptuje tak na szybko wizualizacji, że friend się rozszerza w trakcie ciągnięcia i im bardziej będzie ciągnięty tym bardziej się zaciśnie. Może to z tego powodu. Kto wie ale mam tendencję do rzadkiego wykorzystywania friendów. Ostatnio może ze cztery sztuki wsadziłem (i to pewnie kilka za poradą instruktora :) ). Pewnie jest to kwestią czasu aby przyzwyczaić się także do friendów.
Druga sprawa, która mnie niepokoi jeżeli chodzi o chodzenie na własnej to fakt, że jak zakończymy kurs może się zdarzyć, że zanim skompletujemy sprzęt zrobi się taka przerwa we wspinaniu na własnej, że oduczymy się tego czego nauczyliśmy się na kursie. Stąd wygląda na to, że trzeba będzie jak najszybciej zaopatrzyć się w komplet kości, heksów i może nawet :) friendów (chociaż te są okropnie drogie). Innego wyjścia nie widzę. Za duża przerwa we wspinaniu na własnej może wycofać nas z chodzenia na własnej na dłużej a muszę przyznać, że chodzenie w tym stylu takich dróg do V+ to niesamowita przyjemność (mimo tego, że mam lęki pewne jeszcze). Trzeba będzie to przemyśleć bardziej :).
Druga sprawa, która mnie niepokoi jeżeli chodzi o chodzenie na własnej to fakt, że jak zakończymy kurs może się zdarzyć, że zanim skompletujemy sprzęt zrobi się taka przerwa we wspinaniu na własnej, że oduczymy się tego czego nauczyliśmy się na kursie. Stąd wygląda na to, że trzeba będzie jak najszybciej zaopatrzyć się w komplet kości, heksów i może nawet :) friendów (chociaż te są okropnie drogie). Innego wyjścia nie widzę. Za duża przerwa we wspinaniu na własnej może wycofać nas z chodzenia na własnej na dłużej a muszę przyznać, że chodzenie w tym stylu takich dróg do V+ to niesamowita przyjemność (mimo tego, że mam lęki pewne jeszcze). Trzeba będzie to przemyśleć bardziej :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)