Trochę temu rysowałem sobie w umyśle plany. Jeden z postów na ten temat znajduje się tutaj LINK. Tak czytam to teraz i z jednej strony śmieję się z mojego optymizmu i naiwności a z drugiej smucę, że staje się to coraz mniej realne. Jest jeszcze 1,5 miesiąca realnie do wspinania w skałach (no może październik pozwoli na jakiś wypad). I czy to jest możliwe? Aby to sprawdzić muszę skupić się na robieniu dróg w RP w najbliższym czasie (w OS raczej nic z tego nie puści - o tutaj głos pesymisty się odzywa :)).
Z ostatniej chwili:
Uff. Jednak jest lepiej. Odkopałem drugiego posta na ten temat LINK. Tutaj plany są bardziej skonkretyzowane i realne :).
piątek, 16 sierpnia 2013
czwartek, 15 sierpnia 2013
Następny wypad w skały
Dzisiaj w dolince Kobylańskiej kolejne piknikowo-wspinaczkowe zabawy. Puściły 3 traski z dołem. Jedna RP o trudności VI i dwie w Niby OS IV+ oraz V. Na tej VI przystawiłem się w OS ale na samej górze nie dałem rady i doszedłem do ringów zjazdowych już nie po trasie ostatnie 1,5 metra. Potem przypatentowałem końcówkę i jeszcze raz poszedłem z dolną i puściło.
Na kominie obok Szarej Płyty o nazwie Owsiki oczywiście rzeźbienie - tylko kawałek naprawdę w kominie szedłem a potem już na zewnątrz - na końcu jako, że ringi biegły w lewo i prawo trochę zmiksowałem trasę - ale ogólnie można powiedzieć, że to tym kominem wlazłem mniej więcej :).
Brak wspinania w skałach ostro daje się we znaki - to całkiem inna bajka niż sztuczna i tego braku obycia nie da się inaczej zlikwidować niż wspinaczką w skałach. Koniec sezonu letniego a tu zaledwie 4 wypady w skały a tylko dwa z nich całodniowe. Prawda, królikowi doświadczalnemu nigdzie się nie śpieszy ale jednak :) to trochę mało.
Na kominie obok Szarej Płyty o nazwie Owsiki oczywiście rzeźbienie - tylko kawałek naprawdę w kominie szedłem a potem już na zewnątrz - na końcu jako, że ringi biegły w lewo i prawo trochę zmiksowałem trasę - ale ogólnie można powiedzieć, że to tym kominem wlazłem mniej więcej :).
Brak wspinania w skałach ostro daje się we znaki - to całkiem inna bajka niż sztuczna i tego braku obycia nie da się inaczej zlikwidować niż wspinaczką w skałach. Koniec sezonu letniego a tu zaledwie 4 wypady w skały a tylko dwa z nich całodniowe. Prawda, królikowi doświadczalnemu nigdzie się nie śpieszy ale jednak :) to trochę mało.
środa, 14 sierpnia 2013
Smierdzące buty - finał
Spieszę donieść, że zabawy z butami czyli pranie w roztworze domestosa i wody nic nie pomogło. To kompletnie nie działa w moim przypadku. Buty jak capiły tak capią i już nic chyba tego nie zmieni. Zmniejszenie przykrych zapachów powoduje wieczne wietrzenie butów na zewnątrz i nigdy nie przechowywanie ich w zamkniętych przestrzeniach (plecak, worek itp) - ale to oczywiste. Możliwe, że u innych kąpanie w roztworze domestosa z wodą działa (ale wątpię).
Skoro już o butach mowa - po prawie ośmiu miesiącach wspinania na sztucznej (około 2 razy w tygodniu) buty zaczynają się już sypać (na czubku lewego buta widać już przetarcie w postaci cieniutkiej kreski materiału). Buty te to Rock Pillars PEARL LU tak dla ścisłości. Nie mam doświadczenia ile takie buty powinny wytrzymać - te będą pierwszym wzorcem dla kolejnych. Wytrzymają jeszcze pewnie kilka miesięcy zanim dziura będzie już nie do zniesienia. Co ciekawe prawy but wygląda dużo lepiej :). Wynika to z tego, że faktycznie lewą nogę mam chyba trochę większą i od początku bardziej ściśle (i boląco) przylegała do buciora.
Licząc, że na ścianie bywam około 2 godzin z groszami daje to w przybliżeniu jakieś 140 godzin wspinania do wystąpienia pierwszych objawów zniszczenia. Ciekawe jak będzie z następnymi butami (na pewno kupię inne buty tak dla podnoszenia doświadczenia i w tym temacie).
Skoro już o butach mowa - po prawie ośmiu miesiącach wspinania na sztucznej (około 2 razy w tygodniu) buty zaczynają się już sypać (na czubku lewego buta widać już przetarcie w postaci cieniutkiej kreski materiału). Buty te to Rock Pillars PEARL LU tak dla ścisłości. Nie mam doświadczenia ile takie buty powinny wytrzymać - te będą pierwszym wzorcem dla kolejnych. Wytrzymają jeszcze pewnie kilka miesięcy zanim dziura będzie już nie do zniesienia. Co ciekawe prawy but wygląda dużo lepiej :). Wynika to z tego, że faktycznie lewą nogę mam chyba trochę większą i od początku bardziej ściśle (i boląco) przylegała do buciora.
Licząc, że na ścianie bywam około 2 godzin z groszami daje to w przybliżeniu jakieś 140 godzin wspinania do wystąpienia pierwszych objawów zniszczenia. Ciekawe jak będzie z następnymi butami (na pewno kupię inne buty tak dla podnoszenia doświadczenia i w tym temacie).
wtorek, 13 sierpnia 2013
Zwisanie na drążku
Jednak zwisanie na rurce jest dość istotnym ćwiczeniem. Potwierdzenie tych słów znalazłem przy okazji lektury książki Horsta "Trening wspinaczkowy". Horst przywołuje badania na grupie wspinaczy (co prawda statystycznie maleńkiej - 24 wspinaczy), którzy reprezentowali poziom od V do VI.2+. Badania pokazały ponoć, że nie zaobserwowano znaczących różnic w sprawności ogólnej różnych wspinaczy - zaobserwowano jednak jedną dużą różnicę pomiędzy tymi co byli bliscy VI.2+ w porównaniu z tymi robiącymi słabsze drogi - była to wytrzymałość w zwisaniu na drążku na wyprostowanych rękach, ci robiący trudniejsze drogi potrafili zwisać dłużej. Ćwiczmy zatem zwisanie skoro jest takie istotne (istotne przynajmniej w tych początkowych trudnościach, potem powyżej VI.2+ pewnie zaczynają grać coraz większą rolę inne aspekty z dziedziny typowo fizycznego przygotowania).
PS.
Osobiście nie cierpię tego bólu, który osiąga się wisząc na drążku na maxa aż do rozprostowania palców. Dlatego nie przykładam się aż tak bardzo do ćwiczeń w zwisaniu. Szkoda.
PS.
Osobiście nie cierpię tego bólu, który osiąga się wisząc na drążku na maxa aż do rozprostowania palców. Dlatego nie przykładam się aż tak bardzo do ćwiczeń w zwisaniu. Szkoda.
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Dalsze podciąganie
Relacja z walki na drążku (podciąganie w piramidzie do 8 i w dół):
Poszło nie tak gładko jak ostatnio ale poprzedziłem to ćwiczenie znaczną rozgrzewką (około 45 minut z brzuszkami itp) oraz trzema seriami pompek :) 10-15-20. Gdy doszedłem do ośmiu zacząłem się obawiać, że te pompki wcześniej nie były dobrym pomysłem. Kolejny punkt z planu jednak wykonany. Jeszcze w tym miesiącu jedna taka seria do 8 w piramidce i na dół.
Poszło nie tak gładko jak ostatnio ale poprzedziłem to ćwiczenie znaczną rozgrzewką (około 45 minut z brzuszkami itp) oraz trzema seriami pompek :) 10-15-20. Gdy doszedłem do ośmiu zacząłem się obawiać, że te pompki wcześniej nie były dobrym pomysłem. Kolejny punkt z planu jednak wykonany. Jeszcze w tym miesiącu jedna taka seria do 8 w piramidce i na dół.
sobota, 10 sierpnia 2013
Fajny filmik o asekuracji :)
piątek, 9 sierpnia 2013
Serdeczny dziękuje
Jednak palec serdeczny lewej ręki dziękuje i odmawia stanowczo dalszych walk wspinaczkowych :). Dzisiaj rano znowu poczułem ból w okolicach dużego stawu tego palca. No nie jest dobrze - a już było jakby dobrze. Wczoraj jeszcze nie dotarłem do rozdziału w książce o kontuzjach, muszę dzisiaj koniecznie to przeczytać.
czwartek, 8 sierpnia 2013
Ponowne wspinanie w saunie
Wiadomo jest ciepło :). Ale wspinać się jednak trzeba. Dzisiaj porządne rozgrzanie na 4 trasach wcześniej już robionych - najpierw trawers, potem V-tka, potem dwie przewieszone VI, potem jedna VI.1. Po tej rozgrzewce przystawka na wędkę do takiego nowego VI.1. Przy pierwszej próbie z blokiem ale za drugim razem już puściło ładnie. Całkiem inny charakter od dotychczasowych VI.1 na pionowej ścianie więc musieli zmniejszyć chwyty :). Lekko gimnastyczne wygibaski ale fajna, włączam ją sobie to treningowych wałkowań.
Zastanawiam się czy już czas na poważnie wleźć na VI.1+ czy jednak jeszcze paluszki mogą ucierpieć i trzeba z tym poczekać aż będą bardziej niezniszczalne. Może w przyszłym tygodniu się poprzystawiam do jakiejś jednej z plusikiem (VI.1 już nie pamiętam ale chyba coś z 6 sztuk przeszedłem). Jak paluszki nie będą bolały to może wystartuję do jednej VI.1+ ale plan jest taki, że robię na początku swoje znane dwie VI-czki, potem dwie VI.1-neczki i potem sprawdzam się na VI.1+ (no bo co to za sztuka tak na świeżego na VI.1+ włazić :) hihihi).
Zastanawiam się czy już czas na poważnie wleźć na VI.1+ czy jednak jeszcze paluszki mogą ucierpieć i trzeba z tym poczekać aż będą bardziej niezniszczalne. Może w przyszłym tygodniu się poprzystawiam do jakiejś jednej z plusikiem (VI.1 już nie pamiętam ale chyba coś z 6 sztuk przeszedłem). Jak paluszki nie będą bolały to może wystartuję do jednej VI.1+ ale plan jest taki, że robię na początku swoje znane dwie VI-czki, potem dwie VI.1-neczki i potem sprawdzam się na VI.1+ (no bo co to za sztuka tak na świeżego na VI.1+ włazić :) hihihi).
Leń w upałach
Czyżby w Polsce podobnie jak w krajach południa wspinanie w lecie nie było dobrym pomysłem? Chyba tak, biorąc pod uwagę żar lejący się z nieba. I jak tutaj myśleć o trenowaniu. Młodzi pewnie nie odczuwają aż tak tego typu aury i mogą dawać na skały niezależnie od temperatury ale w wieku średnio zaawansowanym jest z tym gorzej.
Czytam dalej "Trening wspinaczkowy" Horsta. Już nie mogę się doczekać kiedy rozpiszę swój trening szczegółowo w excelu :). Lektura ta dokładnie pokazuje w jakim chaosie tkwię ze swoimi treningami (o czym już wielokrotnie wspominałem). Aktualnie przechodzę przez rozdział o diecie a potem czeka mnie dokształcanie się z tematu kontuzji (mój ulubiony temat :) ). Gdy już skończę biorę się za czytanie raz jeszcze ale tym razem już z notowaniem najciekawszych rzeczy aby mieć je czarno na białym w jednym skompresowanym miejscu. Może nawet notatki będę robił na blogu w specjalnej do tego celu przygotowanej stronie.
Czytam dalej "Trening wspinaczkowy" Horsta. Już nie mogę się doczekać kiedy rozpiszę swój trening szczegółowo w excelu :). Lektura ta dokładnie pokazuje w jakim chaosie tkwię ze swoimi treningami (o czym już wielokrotnie wspominałem). Aktualnie przechodzę przez rozdział o diecie a potem czeka mnie dokształcanie się z tematu kontuzji (mój ulubiony temat :) ). Gdy już skończę biorę się za czytanie raz jeszcze ale tym razem już z notowaniem najciekawszych rzeczy aby mieć je czarno na białym w jednym skompresowanym miejscu. Może nawet notatki będę robił na blogu w specjalnej do tego celu przygotowanej stronie.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Trening siły
Dzisiaj na sztucznej doświadczenia wprost z książki Horsta :). Najpierw rozgrzewka rzecz jasna, potem nauka techniki (drop knee dzisiaj), potem trening siły.
Drop knee jednak chyba wymaga oka instruktora mastera w tym temacie. Szukaliśmy różnorakich przystawek, pod różnymi kątami ścianek itp ale ciągle nie mogłem sobie udowodnić jednoznacznie, że mi to pomaga. W każdym przypadku naszych wymyślonych przystawek robiłem przechwyt z drop knee a potem szukałem jak można to inaczej wygodnie przejść i to inaczej zawsze okazywało się tysiąc razy lepsze :). No po prostu albo zestaw wybranych chwytów i stopni był taki, że lepsza była inna technika (np. flagowanie, siadanie na stopniu itp) albo zwyczajnie nie potrafię drop knee robić prawidłowo. No cóż, co to tego, że trzeba będzie wynająć trenejro od techniki nie mam złudzeń - to pewnik.
Co do treningu siły to wzięliśmy taką bardzo przewieszoną ściankę i po ustaleniu trasy około 10 przechwytowej łoiliśmy ją raz po raz na przemian. Dawała w końcówce ostro popalić i prawie nigdy takie ostateczne zejście z przewieszenia się nie udawało na ostatnim chwycie (może był aż za trudny). Doładowaliśmy się ostro z przerwami. Na koniec pierwszy raz na drabinkę poleźliśmy i 3 serie delikatnego wchodzenia z wiszącymi nogami i schodzenia - po jednym szczebelku ręce na zmianę. Fajna jest ta drabinka - nigdy na tym nie ładowałem baterii ale coś czuję, że wspaniale może przybliżyć człowieka do ciągnięcia ze szmaty.
Na koniec poudawaliśmy, że się rozciągamy po treningu i koniec.
Ogólnie system, który przyjęliśmy jest taki, że raz w tygodniu na pakowanie na boulderowni a raz wspinanie po trasach - stąd chodzimy na przemian raz na Fortecę raz na Avatara. Myślę, że to dobre rozwiązanie w przypadku gdy mogę maksymalnie 2 razy w tygodniu na ścianę się wyrywać na te 3 godziny.
Drop knee jednak chyba wymaga oka instruktora mastera w tym temacie. Szukaliśmy różnorakich przystawek, pod różnymi kątami ścianek itp ale ciągle nie mogłem sobie udowodnić jednoznacznie, że mi to pomaga. W każdym przypadku naszych wymyślonych przystawek robiłem przechwyt z drop knee a potem szukałem jak można to inaczej wygodnie przejść i to inaczej zawsze okazywało się tysiąc razy lepsze :). No po prostu albo zestaw wybranych chwytów i stopni był taki, że lepsza była inna technika (np. flagowanie, siadanie na stopniu itp) albo zwyczajnie nie potrafię drop knee robić prawidłowo. No cóż, co to tego, że trzeba będzie wynająć trenejro od techniki nie mam złudzeń - to pewnik.
Co do treningu siły to wzięliśmy taką bardzo przewieszoną ściankę i po ustaleniu trasy około 10 przechwytowej łoiliśmy ją raz po raz na przemian. Dawała w końcówce ostro popalić i prawie nigdy takie ostateczne zejście z przewieszenia się nie udawało na ostatnim chwycie (może był aż za trudny). Doładowaliśmy się ostro z przerwami. Na koniec pierwszy raz na drabinkę poleźliśmy i 3 serie delikatnego wchodzenia z wiszącymi nogami i schodzenia - po jednym szczebelku ręce na zmianę. Fajna jest ta drabinka - nigdy na tym nie ładowałem baterii ale coś czuję, że wspaniale może przybliżyć człowieka do ciągnięcia ze szmaty.
Na koniec poudawaliśmy, że się rozciągamy po treningu i koniec.
Ogólnie system, który przyjęliśmy jest taki, że raz w tygodniu na pakowanie na boulderowni a raz wspinanie po trasach - stąd chodzimy na przemian raz na Fortecę raz na Avatara. Myślę, że to dobre rozwiązanie w przypadku gdy mogę maksymalnie 2 razy w tygodniu na ścianę się wyrywać na te 3 godziny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)