Określiłem sobie punkt startowy przed najważniejszym fragmentem treningu. Zrobiłem z dołem 8 dróg w tym jedna VI.1 w OS, trzy VI-tki, trochę piątek. Na końcu przystawka do VI.1+ w OS w okapie ale nie dało rady ręce szybciutko się męczą a i technika w okapach nietęga. Po pompowaniu przedramion przez 3 tygodnie (jednak z 2 tygodni zamieniliśmy na 3 tygodnie treningu na wytrzymałość siłową) zobaczymy jak pójdzie to VI.1+ oraz kilka innych dróżek. W każdym razie aktualnie bardzo słabiutko z tą wytrzymałością siłową :) - nic dziwnego w te klocki jeszcze się nie bawiłem od przerwy grudniowej.
PS
Tak się zastanawiam na co najwięcej trenowałem ponad 20 lat temu gdy po prostu całymi dniami i przez całe wakacje wspinałem się w skałach. Wychodzi na to, że głównie na wytrzymałość siłową. Przez większość dnia robiliśmy po prostu drogę za drogą aż do przejścia, prawie nigdy nie trenowaliśmy czegoś konkretnego - była droga to trzeba było ją zrobić i tak przystawialiśmy się do niej co chwila. Gdy była za trudna to szliśmy na inną i to samo - próby przejścia. Wszystkie próby kończyły się ostrym paleniem w przedramionach. Coś w tym jest - nieprawdaż? I takim sposobem udało się Chińskiego w końcu przewędkować (kumpel poprowadził) w czwartym sezonie wspinania (a dokładnie w 3 sezonie bowiem pierwszy to było tylko kilka wypadów w skały). Tak się skrobię po głowie i kto wie czy nie pójdę w tą wytrzymałość siłową bardziej :).
poniedziałek, 17 lutego 2014
Ostatni etap cyklu
Na koniec trzech tygodni na siłę mocno doładowałem. Tak mocno, że nie odważyłem się czymkolwiek dzisiaj obciążać rąk :). Muszą odpocząć biedne rączyny. Muszą odpocząć szczególnie, że zaczynamy zabawy na "power endurance". To będzie największa mordęga - czyli pompowanie przedramion, odpoczynek i znowu pompowanie. Pompowanie będzie odbywało się oczywiście nie tylko na przedramiona ale na to z największym naciskiem. Fajnie będzie zamknąć jedno kółko pełnego cyklu - nie ukrywam, jest to dość monotonne i chciałoby się już po prostu powspinać :). Z drugiej strony dobrze jest mieć także doświadczenie z takiego bardziej poukładanego trenowania, zgodnie (czasami mniej zgodnie) z wyczytanymi poradami książkowymi itd. Ciekawe co z tego wyjdzie :). Wytrzymaliśmy i jeszcze chwilka a będziemy się rozkoszować wspinaniem po czym dusza zapragnie :) - zrobimy wytrzymałość beztlenową przez 2 tygodnie, tydzień odpoczynku od wspinania i potem sobie połazimy po różnych dróżkach (próbując różne maksy i nie maksy :) ).
piątek, 14 lutego 2014
Panowanie nad sadłem
Nareszcie. Udało się zapanować nad wagą - dwa dni z rzędu 74,9 kg. To cieszy. Niepalenie 38 dni zaczyna już tracić władzę nad dojadaniem różnorakich przekąsek w ciągu dnia :).
środa, 12 lutego 2014
Siła rośnie
Siłowe zabawy przynoszą pierwsze oznaki postępu. Bald, który jeszcze 2 wyjścia temu wydawał się bardzo trudny dzisiaj puścił z takim spokojem i lekkością, że aż się zdziwiłem - zrobiłem go sobie 3 razy.
Postęp nie jest za szybki ale podobno w siłowym rozwoju najwolniej idzie (za to dłużej się utrzymuje raz wypracowana siła gdy odstawimy trening). Powoli nie oznacza, że niezauważalnie - na przykład gdy spojrzeć na palce to widzę, że na zwisach jest większy luz (dzisiaj już sobie kombinowałem 2-palcowe zwisy).
Podciągnięcia robię cały czas zgodnie z rozpiską. Zaobserwowałem jedną ciekawą rzecz - gdy robię te podciągnięcia na treningu to robię je dość dynamicznie i nie do pełnego zwisu. Gdy potem robię sprawdzanie możliwości podciągania w ciągu robię super pełne podciągnięcia do pełnego wyprostowania rąk. I tutaj doznaję lekkiego strzała - jest kolosalna różnica :). Stad wydaje mi się, że już tak ładnie trzaskam podciągnięcia a to jednak nie to samo. Na treningu specjalnie robimy takie bardziej dynamiczne podciągania aby szło to w kierunku trenowania mocy trochę (trenowanie mocy traktowałem po macoszemu więc taki pierwszy kroczek w tym kierunku zawsze się przyda).
I kolejna rzecz. Pisałem już o tym, że skakanie w trakcie baldowania na materac po skończonym baldzie wywołuje u mnie kontuzję w ścięgnie krokowym. Dzisiaj kolejne potwierdzenie tego faktu - poskakałem z samej góry i już mam dość znaczny ból. Albo nie umiem skakać i jakoś za bardzo wyhamowuję nogami albo jest to po prostu za duże przeciążenie jak na moje lata. W każdym razie trzeba na to uważać i już. Straszny dyskomfort.
Postęp nie jest za szybki ale podobno w siłowym rozwoju najwolniej idzie (za to dłużej się utrzymuje raz wypracowana siła gdy odstawimy trening). Powoli nie oznacza, że niezauważalnie - na przykład gdy spojrzeć na palce to widzę, że na zwisach jest większy luz (dzisiaj już sobie kombinowałem 2-palcowe zwisy).
Podciągnięcia robię cały czas zgodnie z rozpiską. Zaobserwowałem jedną ciekawą rzecz - gdy robię te podciągnięcia na treningu to robię je dość dynamicznie i nie do pełnego zwisu. Gdy potem robię sprawdzanie możliwości podciągania w ciągu robię super pełne podciągnięcia do pełnego wyprostowania rąk. I tutaj doznaję lekkiego strzała - jest kolosalna różnica :). Stad wydaje mi się, że już tak ładnie trzaskam podciągnięcia a to jednak nie to samo. Na treningu specjalnie robimy takie bardziej dynamiczne podciągania aby szło to w kierunku trenowania mocy trochę (trenowanie mocy traktowałem po macoszemu więc taki pierwszy kroczek w tym kierunku zawsze się przyda).
I kolejna rzecz. Pisałem już o tym, że skakanie w trakcie baldowania na materac po skończonym baldzie wywołuje u mnie kontuzję w ścięgnie krokowym. Dzisiaj kolejne potwierdzenie tego faktu - poskakałem z samej góry i już mam dość znaczny ból. Albo nie umiem skakać i jakoś za bardzo wyhamowuję nogami albo jest to po prostu za duże przeciążenie jak na moje lata. W każdym razie trzeba na to uważać i już. Straszny dyskomfort.
Kontrola - ciąg dalszy
Sprawdziłem jeszcze jeden parametr (poza podciąganiem na drążku) porównując go z zeszłym rokiem - zwisanie swobodne na rurce. Rekord ostatniego sezonu to 126 sekund - sprawdziłem dwa dni temu ile zawisnę (oj długo tego nie robiłem) i wyszło mi 85 sekund :). Nie panikuję jednak. To potwierdza dwie rzeczy:
- ćwiczenia są bardzo specyficzne - dawno nie robiłem takich zwisów na maksa więc musiało to spaść
- zwisanie na obu rękach do rozwarcia dłoni jest ćwiczeniem na wytrzymałość siłową a ta bardzo szybko spada jeżeli się jej nie trenuje - wszystko się zgadza, rest 5 tygodni, po przerwie robienie wytrzymałości tlenowej 3 tygodnie i wreszcie aktualnie 2 tygodnie na siłę. Tego trzeba było się spodziewać - następnego pomiaru dokonam po tygodniach na wytrzymałość siłową, które nieubłaganie nadciągają i wtedy się zobaczy co i jak z tym wiszeniem.
Ogólnie porównania dokonuję do maksów w pewnych parametrach z poprzedniego sezonu i staram się to przekroczyć.
Podciąganie - max zeszłego sezonu 14 - teraz chce to przekroczyć po treningu na siłę oraz na wytrzymałość siłową (jednak to jeszcze jest prawie na siłę przy tak małej ilości podciągnięć)
Zwisanie - max zeszłego sezonu 126 sekund - teraz po treningu na wytrzymałość siłową chce to poprawić (tak gdzieś ze 130 sekund byłoby miło).
PS
Na razie przekroczona liczba ilości podskoków na skakance (1800) w stosunku do zeszłego sezonu :).
niedziela, 9 lutego 2014
Kontrola
Tak siedzę po zrobieniu kilku ćwiczeń na antagonistyczne i sprawdzam co tam takiego robiłem około rok temu. Tak ze strachu trochę czy czasami dziad o rok młodszy nie osiągał czegoś czego dziad o rok starszy nie może zrobić :) hehe. Co prawda w temacie wagi jest dość smutno - 2 lutego napisałem, że osiągnąłem wagę o poranku 77,2 kg. Co prawda wtedy paliłem sobie wesoło i ten czynnik nie utrudniał niczego w tym temacie. Mój ostatni rekord wagi to 75,8 kg o poranku. Po dzisiejszym dniu mam obawy co do jutrzejszego ważenia :). Tegoż samego 2 lutego 2013 roku napisałem o kolejnym sukcesie w ilości podciągnięć na drążku (równiutkie 9 podciągnięć) a żeby tego było mało pobiłem jeszcze rekord w długości wiszenia na drążku (95 sekund). Ojojoj co to za dzień sukcesu był - 3 sukcesy jednego dnia. Dzień był o tyle ciekawy, że był on oddalony o miesiąc od rozpoczęcia powrotu do wspinania. Bardzo ładnie to poszło na starcie.
Ciekawe natomiast jest postowanie 3 lutego 2013 :) - uśmiałem się (przepraszam, że śmieję się ze swoich postów ale trudno). Zaczynałem biegać (no chyba też muszę pobiegać coś niecoś aktualnie), planuję 12 podciągnięć w ciągu (co za optymizm) itd itd. Ostro planowałem w tamtym czasie :). Mam takie wrażenie jakbym w tym roku mniej trenował (ale to chyba tylko wrażenie, jednak mimo wszystko robię trudniejsze rzeczy na treningach).
Potem przelazłem do połowy jakieś VI.1+. No ładnie, ciekawe ile dzisiaj bym przelazł gdybym na trudność się sprawdził (ale to dopiero za jakieś 3 tygodnie po pełnym cyklu). Hehe a potem zrobiłem takie pierwsze VI.1 - pamiętam jak dzisiaj, takie fioletowe chwyty (ale to było z lekkim zawyżeniem trudności jak sądzę, realnie to było jakieś VI+ może maksymalnie).
Tyle wspomnień. Kontrola co tam się robiło jest ok i daje poczucie, że chyba jest nieźle. Aby jednak nabrać całkowitej pewności muszę poczekać jeszcze kilka tygodni do zakończenia cyklu - połażę sobie wtedy trochę na trudność po różnych drogach :).
Wyścig na rurce:
Nie wytrzymałem i dzisiaj sprawdziłem ile zrobię podciągnięć w ciągu. Jajca - zrobiłem 13 :(. Wiedziałem, czuje jeszcze łapy całe po piątkowym doładowaniu robiłem też ćwiczenia na antagonistyczne z hantlami. Klęska w przekroczeniu liczby 14 podciągnięć. Trudno, zakwalifikowałem się za to do następnej rozpiski ze stronki www.podciaganie.pl (przedział 12-15, ostatnio trzaskałem 6 rozpisek z przedziału 9-11 dla rozruchu). Zdenerwowała mnie ta bariera 14 podciągnięć na ostro (ale to taka sportowa złość :)) - nie dam za wygraną, przecież musi to puścić do cholery. Jakichś hormonów mi brakuje czy co w moim podeszłym wieku :) - kur .... rok temu robiłem 9 czyżbym o 4 podciągnięcia się poprawił od tamtego czasu? Muszę sobie to wytłumaczyć zmęczeniem po piątkowym siłowaniu się na sztucznej bo inaczej tylko załamanie byłoby możliwe :).
Ciekawe natomiast jest postowanie 3 lutego 2013 :) - uśmiałem się (przepraszam, że śmieję się ze swoich postów ale trudno). Zaczynałem biegać (no chyba też muszę pobiegać coś niecoś aktualnie), planuję 12 podciągnięć w ciągu (co za optymizm) itd itd. Ostro planowałem w tamtym czasie :). Mam takie wrażenie jakbym w tym roku mniej trenował (ale to chyba tylko wrażenie, jednak mimo wszystko robię trudniejsze rzeczy na treningach).
Potem przelazłem do połowy jakieś VI.1+. No ładnie, ciekawe ile dzisiaj bym przelazł gdybym na trudność się sprawdził (ale to dopiero za jakieś 3 tygodnie po pełnym cyklu). Hehe a potem zrobiłem takie pierwsze VI.1 - pamiętam jak dzisiaj, takie fioletowe chwyty (ale to było z lekkim zawyżeniem trudności jak sądzę, realnie to było jakieś VI+ może maksymalnie).
Tyle wspomnień. Kontrola co tam się robiło jest ok i daje poczucie, że chyba jest nieźle. Aby jednak nabrać całkowitej pewności muszę poczekać jeszcze kilka tygodni do zakończenia cyklu - połażę sobie wtedy trochę na trudność po różnych drogach :).
Wyścig na rurce:
Nie wytrzymałem i dzisiaj sprawdziłem ile zrobię podciągnięć w ciągu. Jajca - zrobiłem 13 :(. Wiedziałem, czuje jeszcze łapy całe po piątkowym doładowaniu robiłem też ćwiczenia na antagonistyczne z hantlami. Klęska w przekroczeniu liczby 14 podciągnięć. Trudno, zakwalifikowałem się za to do następnej rozpiski ze stronki www.podciaganie.pl (przedział 12-15, ostatnio trzaskałem 6 rozpisek z przedziału 9-11 dla rozruchu). Zdenerwowała mnie ta bariera 14 podciągnięć na ostro (ale to taka sportowa złość :)) - nie dam za wygraną, przecież musi to puścić do cholery. Jakichś hormonów mi brakuje czy co w moim podeszłym wieku :) - kur .... rok temu robiłem 9 czyżbym o 4 podciągnięcia się poprawił od tamtego czasu? Muszę sobie to wytłumaczyć zmęczeniem po piątkowym siłowaniu się na sztucznej bo inaczej tylko załamanie byłoby możliwe :).
sobota, 8 lutego 2014
1800 podskoków
Dzisiaj skakankowa seria. Paniczne ruchy o zbicie wagi zaczynają mnie już denerwować. Waga ciągle rośnie i rośnie po rzuceniu fajek (rekordowo w ciągu dnia zobaczyłem w ostatnim tygodniu 77,7 kg). Trzeba bardziej konkretnie wziąć się za jedzenie normalnej ilości potraw dziennie (dzisiaj oczywiście to się nie udało ze względu na pobyt u rodziców :) - było tam takie ciasto od ciotki :)). 1800 podskoków już ładnie wypaca - mogłem dużo więcej ale chce mieć jeszcze na długo szansę na progres w ilości :). Dzisiaj waga o poranku 75,8 kg. Jest w tym pewne szaleństwo ale muszę to codziennie kontrolować ze względu na podjadanie pofajkowe. Tak jak zaplanowałem w tym miesiącu wracam do fajnego 74 kg i trzymam nie przekraczając 75kg. Plan na koniec maja jest zobaczyć liczbę 70 na wadze i już powoli trzeba się za to zabrać.
Siłowe zabawy nabierają rumieńców - skończyliśmy drugi tydzień na siłę, pozostał jeszcze tydzień (dwa treningi). Robimy swoje i po każdym treningu na drugi dzień czuję, że dałem sobie odpowiednią dawkę w mięśnie. Jak pisałem w poprzednim poście są pewne trudności w pomiarze progresu chociaż po ostatnim wyjściu na ściankę ewidentnie przypływ mocy zaznaczony został pewnymi sukcesami w baldach, na których jeszcze dwa treningi temu następowało koślawe rzeźbienie (oczywiście technika na nich też wzrosła ale raczej w niewielkim stopniu miało to znaczenie, przystawki były raczej proste technicznie a bardziej czysto siłowe - szczególnie jeżeli chodzi o sufit). Przy ostatnim wyjściu akcenty baldowe zostały delikatnie przeniesione na krawądkowe mocowanie się z materią plastiku. Potem jak zwykle trening na paluszki, na podciągnięcia, na przybloki. Jakoś to pierwsze siłowe starcie w pierwszym cyklu powoli idzie.
Za kilka dni sprawdzam ilość podciągnięć, które jestem w stanie wykonać w ciągu. Obiecałem sobie, że pod koniec tej serii na siłkę przekroczę magiczną ilość 14 podciągnięć. Myślę, że jestem już prawie gotowy do sprawdzenia się w tym temacie.
PS
Tak rozepchałem żołądek, że właśnie nie omieszkał mi przypomnieć o głodzie takim wesołym ssaniem :). Ale nie dam się, nic nie jem tylko piję. Trzeba dziada przykurczyć to się uspokoi.
Siłowe zabawy nabierają rumieńców - skończyliśmy drugi tydzień na siłę, pozostał jeszcze tydzień (dwa treningi). Robimy swoje i po każdym treningu na drugi dzień czuję, że dałem sobie odpowiednią dawkę w mięśnie. Jak pisałem w poprzednim poście są pewne trudności w pomiarze progresu chociaż po ostatnim wyjściu na ściankę ewidentnie przypływ mocy zaznaczony został pewnymi sukcesami w baldach, na których jeszcze dwa treningi temu następowało koślawe rzeźbienie (oczywiście technika na nich też wzrosła ale raczej w niewielkim stopniu miało to znaczenie, przystawki były raczej proste technicznie a bardziej czysto siłowe - szczególnie jeżeli chodzi o sufit). Przy ostatnim wyjściu akcenty baldowe zostały delikatnie przeniesione na krawądkowe mocowanie się z materią plastiku. Potem jak zwykle trening na paluszki, na podciągnięcia, na przybloki. Jakoś to pierwsze siłowe starcie w pierwszym cyklu powoli idzie.
Za kilka dni sprawdzam ilość podciągnięć, które jestem w stanie wykonać w ciągu. Obiecałem sobie, że pod koniec tej serii na siłkę przekroczę magiczną ilość 14 podciągnięć. Myślę, że jestem już prawie gotowy do sprawdzenia się w tym temacie.
PS
Tak rozepchałem żołądek, że właśnie nie omieszkał mi przypomnieć o głodzie takim wesołym ssaniem :). Ale nie dam się, nic nie jem tylko piję. Trzeba dziada przykurczyć to się uspokoi.
czwartek, 6 lutego 2014
Utrudniony pomiar progresu
W trakcie robienia treningu siłowego obserwuję trudność w mierzeniu progresu takiego treningu. Niby robię coraz więcej podciągnięć z każdym wyjściem, coraz mocniejsze bouldery itp. Jednak pomiar progresu nie jest taki prosty jak na przykład przy robieniu wytrzymałości tlenowej (coraz więcej metrów ściany i wiadomo, że człowiek bardziej się musi postarać :)). Tutaj o tyle jest trudno, że ilość ćwiczeń jest większa i gdy przypakuję na jednym za bardzo to na innym ćwiczeniu mogę już nie wydolić na tyle aby zrobić w nim progres (jedno ćwiczenie może zależeć od drugiego). Powiedzmy dla przykładu, że bardziej się na boulderach zmęczyłem to potem przy treningu podciągnięć już nie wydolę tyle ile trzeba i potem nie wiadomo czy dlatego nie zrobiłem odpowiednio więcej podciągnięć bo brak jest rozwoju czy dlatego, że baldy były trudniejsze :). Jakoś trzeba z tym żyć i mieć ogólne odczucie, że idzie się do przodu.
PS
Dobrym miernikiem jest poranny ból dłoni i przedramion - gdy odpowiednio dają o sobie znać to wiadomo, że trening dzień wcześniej był odpowiednio progresywny :).
PS
Dobrym miernikiem jest poranny ból dłoni i przedramion - gdy odpowiednio dają o sobie znać to wiadomo, że trening dzień wcześniej był odpowiednio progresywny :).
wtorek, 4 lutego 2014
Uwaga! Coś grasuje :)
I dopadło dziada coś na kształt grypowego bólu brzucha. Ponoć notuje się od ostatnich trzech tygodni wzrost zachorowań na grypę i ta tendencja ma się jeszcze utrzymać przez kilka tygodni. Oczywiście mnie też coś musiało dopaść - na szczęście jednodniowo (możliwe, że to nie wirus tylko zatrucie żurkiem zjedzonym gdy byłem na nartach z dzieciakami :)). Mocno mnie nie osłabiło ale zawsze. W każdym razie nie dzieje się nic strasznego, w końcu jak kiedyś trafnie pocieszył mnie kumpel siła rośnie nie na treningach tylko pomiędzy nimi :). Chwilka dłużej bez treningu a siła będzie elegancka.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Siłka, siłka
Dopakowaliśmy się ostatnio na siłkę :). Miłe bóle mięśniowo-stawowe. Wydaje mi się, że wypad z lekkim progresem. Zobaczymy czy następnym razem uda się jeszcze bardziej wymęczyć.
Jak zawsze przy dużych obciążeniach dla dłoni problemem są szybko pojawiające się odciski - nie wiem ile trzeba trenować aby mieć z tym raz na zawsze spokój. Rok treningu wystarcza na znaczącą poprawę ale mimo wszystko to jeszcze nie to i robiąc na przykład podciągnięcia na drążku odciski ponownie chcą się odnowić. Przy zwisach na palcach to samo - ból na tyle duży, że bardzo zniechęca do ćwiczeń :).
Waga nie chce spadać, oscyluje nie tak jak jeszcze miesiąc temu w okolicach 74 kg tylko tak w okolicach 75kg, czasami dobijając nawet do 76kg (zgroza). O tyle się nie boję, że przyjdą ciepłe miesiące gdzie uruchomi się bieganie i wtedy waga będzie bez szans i będzie musiała spaść. W każdym razie w lutym planuję zejść ponownie do oscylacji 73-74kg (koniec dobijania do 75kg).
A tak poza tym gdy tak dalej pójdzie z pogodą, wspinanie w skałach może nadejść nadzwyczaj szybko. I co wtedy z cyklem treningowym? Hm.. nie przewidziałem tego a dwa cykle mam wymierzone w maj :). Jeżeli będą to incydentalne przebłyski pogody to bez problemu wplecie się to w trening. Gorzej gdy przyjdzie upał permanentny :). Trudno, coś się wymyśli i przekształci w planie.
Jak zawsze przy dużych obciążeniach dla dłoni problemem są szybko pojawiające się odciski - nie wiem ile trzeba trenować aby mieć z tym raz na zawsze spokój. Rok treningu wystarcza na znaczącą poprawę ale mimo wszystko to jeszcze nie to i robiąc na przykład podciągnięcia na drążku odciski ponownie chcą się odnowić. Przy zwisach na palcach to samo - ból na tyle duży, że bardzo zniechęca do ćwiczeń :).
Waga nie chce spadać, oscyluje nie tak jak jeszcze miesiąc temu w okolicach 74 kg tylko tak w okolicach 75kg, czasami dobijając nawet do 76kg (zgroza). O tyle się nie boję, że przyjdą ciepłe miesiące gdzie uruchomi się bieganie i wtedy waga będzie bez szans i będzie musiała spaść. W każdym razie w lutym planuję zejść ponownie do oscylacji 73-74kg (koniec dobijania do 75kg).
A tak poza tym gdy tak dalej pójdzie z pogodą, wspinanie w skałach może nadejść nadzwyczaj szybko. I co wtedy z cyklem treningowym? Hm.. nie przewidziałem tego a dwa cykle mam wymierzone w maj :). Jeżeli będą to incydentalne przebłyski pogody to bez problemu wplecie się to w trening. Gorzej gdy przyjdzie upał permanentny :). Trudno, coś się wymyśli i przekształci w planie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)