czwartek, 31 stycznia 2013

Minimalnie

O mały włos a waga wspinacza o poranku byłaby rekordowa! Ale niestety znowu zobaczyłem 77,6 kg. Tym razem jednak z większymi emocjami na moment mignęło 77,5 kg i już wydawało się, że będzie nowy rekord ale jednak nie - wskoczyło na 6 po przecinku. Jak widać jest to blisko granicy, którą można osiągnąć ćwiczeniami wykonywanymi w ostatnim czasie. Ta granica zostanie pokonana - już niedługo (żeby nie było, że nie mówiłem - nie odchudzam się nie jedzeniem, jem tak samo jak dawniej - tylko sport i jego wpływ :)).

wtorek, 29 stycznia 2013

Inaczej

Dzisiaj nowa hala wspinaczkowa. Wspinanie jak w skałach - dłuższe drogi - mniej bulderingu. Raz ja raz kumpel. Przerwy na asekurację pozwalają na dłuższe wspinanie - ręce odpoczywają. To nie to co ciągłe wiszenie na trawersach i bulderach gdzie w 1,5 godziny następowała masakra przedramion.

Oznakowane trasy wg stopnia trudności też ciekawa rzecz. Zrobiłem drogę o trudności VI (niby taki stopień - możliwe, że się zgadza). Ale coś nie wszędzie z tą zgodnością wycen jest ok - robiłem dwie V+ - jedna była banalna a druga nie do przejścia :) (tzn do przejścia ale na pewno było to coś innego niż wcześniejsze V+). Wrażenia ogólne bardzo dobre, fajna hala wspinaczkowa ten Avatar (choć większą pakernią jest Forteca :)).

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wapno na rozruchu

Jak ćwiczę, tzn przepraszam - jak wapno ćwiczy?

Przez ostatni czas ćwiczę dość luźno - tak na rozkręcenie się przed czymś poważniejszym. Wygląda to mniej więcej tak (kolejno dni tygodnia):

  • Rozgrzewka, skakanka, rozciąganie, brzuszki, pompki, rozciąganie - 45 minut
  • Ściana wspinaczkowa - około 2,5 godziny
  • Rozgrzewka, rozciąganie, podciąganie na rurce, zwisy na rurce, ćwiczenia przykurczy na rurce, Rozciąganie - 45 minut
  • Ściana wspinaczkowa - około 2,5 godziny
  • Rozgrzewka, skakanka, rozciąganie, brzuszki, pompki, rozciąganie - 45 minut
  • Dzień przerwy
  • Rozgrzewka, podciąganie, zwisy na rurce (na wytrzymałość czyli z podparciem nóg aby nie cały ciężar szedł na przedramiona i dłonie),rozciąganie, ściskanie ściskacza

Jak widać jest to dość prosty rozkład tygodnia. Tego typu ćwiczenia ciągnę już od ponad 3 tygodni. Po tym okresie już widzę, że bez włączenia konkretnych zadań typu bieganie, squash, basen - takich na wydolność ogólną - daleko nie zajadę. Człowiek szybko się męczy, ma słabo dotleniane mięśnie, strzela mu w kościach (to efekt dziada komputerowca) itd.

Ogólnie wszystko idzie do przodu mimo wszystko. Gdy porównam, że na początku z wielkim trudem robiłem 4 podciągnięcia a teraz zrobię 8 mimo pewnego zmęczenia treningiem, że na początku jak skoczyłem 300 razy na skakance to taki byłem zmęczony jakbym półmaraton przebiegł a teraz sobie na luzaku 600 skaczę, że gdy zrobiłem 10 pompek to myślałem, że mi oczy wyskoczą to wiem, że to nieuniknione - będzie lepiej z każdym tygodniem. Myślałem jednak (i tutaj się przeliczyłem), że postęp będzie trochę szybszy. Zakładałem na przykład, że po miesiącu zrobię około 15 podciągnięć (a już widać, że to raczej nierealne - miesiąc minie za kilka dni). Nowe bezpieczne założenie jest takie, że po 2 miesiącach trenowania zrobię 15 podciągnięć. To wszystko zweryfikowało moje przypuszczenia - przynajmniej o tyle jestem mądrzejszy. Nie rozwiało jednak mojego globalnego postanowienia o zrobieniu Chińskiego Maharadży (VI.5). Wiem tylko tyle, że może to być trudniejsze niż mi się początkowo wydawało. Wapno jednak z niczego się nie wycofuje :) i walczy dalej.

W tym tygodniu włączam coś na ogólną wydolność - squash. Tam można się ostro zmęczyć i rozruszać zastane kości, stawy, mięśnie i całą resztę gratów. Squasha robię zamiast jednego dnia na ściance wspinaczkowej ale to z premedytacją - daję więcej czasu dłoniom na wypoczęcie - po tak długim bezruchu ten nagły ruch skałkowy dał się im już we znaki.

Przygoda z podciąganiem i próbą zrobienia 9-ciu podciągnięć była wielce pouczająca. Po pierwsze myślałem, że tak sobie ćwicząc na luzaka zrobienie jednego podciągnięcia więcej tygodniowo to będzie pestka. Ale tak nie jest. Po pierwsze mam zmęczone ręce i wszystko to co za podciąganie odpowiada. Do bicia rekordu przydałoby się ze 3 dni przerwy w moim przypadku. Po drugie muszę jednak regularnie robić piramidkę z podciągnięciami - przynajmniej 2 razy w tygodniu a nie takie sobie luźne podciągnięcia jak mi się zachce. Po trzecie (o czym wspominałem wcześniej) wydolność ogólna musi zostać wzmocniona - co przełoży się na pewno na sprawność mięśniowo-stawowo-ścięgnową.


Oj daleko jeszcze do celu. Bardzo daleko. Ale mam czas. Wapno z każdym dniem staje się mniejszym wapnem a o to przecież chodzi między innymi.

Relacja z walki na rurce (zwis na 2 rękach):
Mama pobiła rekord taty - 90 sek.
Aktualne wyniki:
Córka118 sek
Mama90 sek
Tata83 sek
Syn37 sek


Daje im żeby się cieszyli :) hihi


niedziela, 27 stycznia 2013

Rura wygrała

Relacja z walki na rurce (podciąganie):
Próba 9-ciu podciągnięć nie udała się. Można powiedzieć, że zrobiłem 8,5. Ostatnie dziewiąte podciągnięcie zrobiłem do góry ale już w dół ładnie nie zjechałem tylko musiałem puścić. Nie zaliczone.


Pobyt u rodziny na weekend odbił się gwałtownie na wadze (na razie ważenie wieczorne wskazuje na masakrę ale czuję po kościach, że jutro rano zobaczę maxa z ostatnich 3 tygodni). Co do rurki to muszę na nią częściej wchodzić w sensie podciągnięć - ostatnio tylko trochę ćwiczę podciągnięcia bo zawsze boję się zmęczyć przed wyjściem na halę wspinaczkową następnego dnia. Tłumaczyć można się jeszcze w ten sposób, że wczoraj mocno zmęczyłem się ściskaczem do rąk (chociaż to niby inna grupa mięśni).

Relacja z walki na rurce (zwis na 2 rękach)
Uff. Ledwo co ale rekord pobity. 83 sekundy. Oj coś zły dzień dzisiaj ogólnie na robienie takich rzeczy. Ostatnio przecież przy 80 sekundach wydawało mi się, że nie jest to trudne a dzisiaj jakoś strasznie poszło. To na pewno to obżarstwo u rodziny :).


A taki byłem pewny w piątek, że moc rośnie. Dziad to dziad, musi poczekać dłużej na wzrost mocy.


piątek, 25 stycznia 2013

Nic ciekawego

Dalsze ładowanie na ścianie wspinaczkowej. Sprawdziłem palca czy nie boli. Nie jest źle prawie nic nie czuję. Dzisiaj porządna rozgrzewka i od razu lepiej. Zbułowaliśmy się głownie na niewielkim okapiku - dokładnie wychodzenie z okapu. Daje popalić plecom - czuje nowe pokłady mięśniowe na plecach. Rozwija też przykurcze na ręce a z tym u mnie słabiutko. Na rurce gdy podciągnę się oboma rękami i potem chciałbym zawisnąć na jednej ręce przytrzymując cały czas przykurcz to nie da rady ręka się prostuje - a to pierwszy krok do ciągnięcia z jednej ręki :).

Napalenie na wspinanie nie maleje - wręcz przeciwnie. Za chwilę minie miesiąc jak działam w tym kierunku. Od nowego miesiąca planuję dorzucić nowe elementy do treningu - coś na wydolność ogólną - squash i basen. To powinno pozwolić na zrzucenie jeszcze kilku kilogramów.

Na niedzielę przewiduję pobijanie rekordu w podciągnięciu na rurce oraz w zwisaniu - jestem pewny, że się uda - moc rośnie.

PS
Zimno na hali wspinaczkowej jak jasna cholera trzeba być cały czas w ruchu.

czwartek, 24 stycznia 2013

Palec zwany fakerem

Oczywiście nabawiłem się już lekkiej kontuzji palca (fakera). Wkurzyłem się. Oczywiście wszystko co sobie czytam na temat rozgrzewki rąk przed wspinaniem miałem gdzieś - i mam za swoje. Muszę sobie wbić do głowy młotkiem, że rozgrzewać ręce trzeba porządnie i długo. A co ostatnio zrobiłem? Jeden trawersik i od razu na dość mocne okapy polazłem próbować. Nie mam słów aby wyrazić moją głupotę.

Rozgrzewka dłoni i rąk to podstawa!!! W dodatku oczywista. Dlaczego tak trudno wdrożyć to w życie?

Jak tak będę dalej robił to z Chińskim mogę się pożegnać - tam przecież dużo dziurek na palce właśnie jest. Mam nadzieję, że to doświadczenie nauczy mnie czegoś.




środa, 23 stycznia 2013

Drugi front

Hm... No nie da się rzucić fajek! Może się da ale jak? Po prostu nie palić - czyli nie wykonywać dodatkowej czynności :). Trening wspinaczki to banał w porównaniu z zaprzestaniem palenia. Ale coś się we mnie zbiera takiego, że jest nadzieja. Ciekawe jak rzucenie wpłynie na wspinanie - bo musi jakoś.

Miałem napisać o planie rzucenia na blogu ale się wycofałem. Na razie to co postanowiłem w blogowej przestrzeni zostało zrealizowane. Boję się, że gdy na przykład postanowię, że za tydzień rzucam a potem się to nie uda to zepsuje mi to trochę bloga :). A z rzucaniem metoda małych kroczków jest raczej nierealna - chociaż rzucać z blogiem jeszcze nie próbowałem. Piszę go dla własnej motywacji treningu i na razie działa, to może gdy to samo zastosować do palenia .... Kto wie.

Taki powiedzmy próbny, nieśmiały, mały kroczek:
  • jutro do godziny 11.00 nie zapalę ani jednego papierosa.

Jak widać bardzo nieśmiały to kroczek, zachowawczy - wykonam go na miliard procent.

A co! Wykonam go sobie - niektórzy potrafią do wieczora nie palić a potem sobie zajarają tak na przykład po 20.00 i dają radę - czyli się da. To ja sobie po 11.00 zapalę.

Relacja z ważenia:
Penetruję liczbę 77 - dzisiaj dokładnie 77,6 kg rano. Każde wyjście na ściankę wspinaczkową daje jakieś 0,3kg w dół.

wtorek, 22 stycznia 2013

Za szybko

Dzisiejszy wypad na halę wspinaczkową ostrzegł mnie przed za szybkim chceniem. Pociągnąłem z dwóch palców lewej ręki z pewnej dziurki i poczułem ścięgna (chwilowy ból). Głowa myśli, że mogę a ścięgna mówią, że nie mogę. Trzeba powoli - szczególnie, że ścięgna dostosowują się bardzo powoli do nowych obciążeń.

Zaczęliśmy robić sobie już takie buldery tematyczne. Wymyślamy serię przechwytów trudniejszych i staramy się to przejść (liczba mnoga tzn ja i brat mojej drugiej połowy). Ćwiczenia bardziej na siłę maksymalną oraz na technikę - kombinujemy jak to przejść optymalnie układając się do danych przechwytów.

Zmęczenie rąk takie samo jak wcześniej ale stanowczo po większej ilości wspinaczki. Niewielkie rekordy w trawersie oraz w jednej drodze, na której udało się wejść o jakieś 2 metry wyżej itp (pewnie droga by poszła całkiem ale robiłem ją na koniec dnia już na zmęczonych ostro rękach).

Jutro też siłowy trening i potem 2 dni przerwy przed piątkowym wypadem na ściankę.

Strasznie powoli idą postępy ale w końcu nie ma się już 20 lat. Mimo wszystko ten zryw w kierunku sportu jest już największy ze wszystkich zrywów jakie pamiętam z ostatnich kilkunastu lat.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Trzy dni przerwy

Trzy dni przerwy w treningu (wyjazd rodzinny w Bieszczady) a rączki dalej bolą. Szczególnie dłonie z rana w dalszym ciągu są jakby opuchnięte i trzeba je dopiero rozruszać aby działały. Na dzień przed wyjazdem dałem mocno rękom odczuć, że to nie przelewki i że muszą się postarać :).

Dzisiaj trening na brzuch i rozciąganie. Daje rękom jeszcze jeden dzień na regenerację.

Co do wagi to jest ładnie osiągam stałe 78kg rano. Dwa kilogramy balastu mniej i wygląda, że wystarczy delikatny trening codzienny aby taką wagę utrzymać (a może jeszcze pójdzie trochę w dół).

Ogólnie trening ostatnich 2 tygodni dał dodatkowo tyle, że jadąc 5 godzin samochodem nie odczuwam już problemów z plecami (minimalne przy karku ale to jeszcze musi potrwać zanim się to naprawi). 

Cele na ten tydzień są dwa: 9 podciągnięć na rurce ciągiem, i dobicie do 85 sekund w zwisie na rurce (cele proste ale zgodne ze strategią "małymi kroczkami").



czwartek, 17 stycznia 2013

Do 10-ciu razy sztuka

Walka na Zjazdowej Turni w dolinie Kobylańskiej (chyba ten sam rok w którym Chiński puścił -1993). Prowadzenie nie wiem które bo prowadziłem 10 razy zanim pękło - byłem za słaby a wakacje były bardzo krótkie :) - śpieszyłem się aby zrobić.

Dobre było to, że prowadziłem dziewięć razy i zawsze odpadałem gdzieś w połowie drogi (początkowo musiało to być zaraz z nad okapu bo pamiętam fajne loty w tą przestrzeń pod nim). Ale przyszło lekarstwo. Pojechałem na wakacje nad polskie morze. Tam wypocząłem (tzn tydzień imprezy zaliczyłem - nie powiem dość ostro na płynach) i po powrocie od strzału poprowadziłem Zjazdową. To po raz kolejny pokazało, że przerwy w katowaniu siebie są jak najbardziej wskazane - stąd te późniejsze kontuzje palców itd.

Łosiu (nieodłączny towarzysz naszych wakacyjnych wspinaczek) jak to Łosiu, jak już prowadził to porządnie - machnął to od ręki :). Ja musiałem ponad tydzień więcej czekać - jak zwykle.

Fajna była Zjazdowa. I mam z niej zdjęcie przerzucone na cyfrę z analoga. W końcu pokazałem rodzicom co syn takiego ciekawego porabia w wakacje. Chyba się trochę bali mimo wszystko :). Mam teraz dzieci i wziąłem je ostatnio na ściankę wspinaczkową ale już mam obiekcje czy je w to pchać :) - bo jeszcze im się za bardzo spodoba i już nie będzie odwrotu - a wspinanie na niektórych działa jak narkotyk.

Relacja z walki na rurce:
Kolejny rekord podciągnięć zrobiony. Osiem (8). Było jak wcześniej - siedem z pewnym wysiłkiem a ósmy raz z walką. Ostatnio 7 był z walką. Progres, progres!

W zwisaniu na rurce także nowy rekord - 80 sekund. Nie było trudno, mogłem więcej ale zostawiam sobie zapas na kolejne pobicia rekordu.