Dzisiaj zgodnie z radami internetowych campusowych wymiataczy najpierw rozgrzewka ogólna, tak dla podniesienia tętna (czyli podskoki, pompeczki, rozciąganie ale nie w stylu joginów, itp), potem rozgrzanie rąk na trawersach i łatwych boulderach. Gdy poczułem, że krew ładnie krąży już w organizmie a w szczególności w dłoniach od razu na campus (takie zalecenia znalazłem aby jednak do listewek przystawiać się na świeżego ale dokładnie rozgrzanego).
Najpierw 4 powtórzenia zwisów na 3 palcach po 15 sekund na listewce z minutowymi odpoczynkami. Potem odpoczynek 4 minuty i próba wdrapywania się do góry. Za pierwszym razem 3 listewki do góry, przerwa minutowa i ponowne starcie. Znowu 3 listewki do góry ale już wyczaiłem technikę przechwytywania i niejako lepienia się do kolejnej listewki - była to mała eureka. Palce muszą od razu trafić odpowiednio w chwyt i musi nastąpić natychmiastowe maksymalne sprężenie mięśni do chwytu (jest o niebo lepiej niż początkowe przechwyty gdzie ostre hamowanie niedokładnie chwyconej listewki dawało się we znaki). Kolejna minuta przerwy i ponowna próba - tym razem 4 listewki do góry (znowu złota myśl Horsta o technice zadziałała - kolejne ćwiczenie, większe zmęczenie a mimo to dalej dochodzę - odpowiedź jest prosta - technika i potrzeba mniej siły). Kolejna minuta przerwy i 5 listewek puszcza :). Nie powiem ale obdarzyłem po dzisiejszym dniu dużym uczuciem to narzędzie tortur :). Mam nadzieję, że już niedługo uda się dotrzeć do samej góry, i że palce powoli zamienią się w stalowe haki do zaczepiania się na chwytach :).
Po tej sympatycznej przygodzie na campusie odpoczęliśmy i jazda na bouldery - oczywiście na siłkę czyli ostro przewieszone przystawki. Tak dawaliśmy dzisiaj, że osobiście czuję rekordowy poziom zmęczenia - z czymś takim jeszcze nie miałem do czynienia - ostatnie przystawki już naprawdę na skrajnym limesie.
Po około godzinie takich zmagań udaliśmy się jeszcze na małe co nieco. Kule i przykurcze na nich (3 powtórzenia). Podciąganie i przykurcze w czterech kątach zgięcia w łokciu.
Na koniec lekkie rozciąganie bolących mięśni i koniec. Można powiedzieć, że to się nazywa trenowanie. Mimo wszytko jest to dopiero początek tego do czego się przymierzam od nowego roku - będzie dużo bólu, dużo potu, dużo grymasów na twarzy i jęków. Jak to się mówi - jest pot jest progres.
piątek, 18 października 2013
czwartek, 17 października 2013
Miura nie śmierdzi
Spieszę donieść - LaSportiva Miura ma tą własność, że nie śmierdzi - potwierdzam to co wcześniej przeczytałem w internecie. Po pięciu wyjściach na wspinanie żadnych objawów smrodku - w syntetycznych bucikach już było nieznośnie po takim okresie użytkowania.
PS
Dodatkowo są niesamowicie wygodne mimo, że nie są jeszcze idealnie dotarte do stóp. O tym, że stoją na stopniach jak marzenie już wspominałem ale wspomnę raz jeszcze. Podkleję sobie moje stare RP Perl tym samym rodzajem gumy co w Miurach - ciekawe czy nabiorą podobnych właściwości.
PS
Dodatkowo są niesamowicie wygodne mimo, że nie są jeszcze idealnie dotarte do stóp. O tym, że stoją na stopniach jak marzenie już wspominałem ale wspomnę raz jeszcze. Podkleję sobie moje stare RP Perl tym samym rodzajem gumy co w Miurach - ciekawe czy nabiorą podobnych właściwości.
Dachowe zabawy
Z braku miejsca na innych boulderowych ściankach dorwaliśmy się z kumplem (w ramach siłki :)) do łażenia po dachu. Oj trzeba mieć powera żeby po tym mykać i całkiem inną technikę. Zrobiliśmy sobie taką jedna przystawkę z haczeniem pięty itd. Bardzo ładnie daje w kość po kilku powtórzeniach :).
Oczywiście po kolejnym dniu na siłę maksymalną znowu cudowne bóle łapek. Na samej ścianie są już pierwsze (a może nawet drugie) objawy przypływu mocy i siły. Objawiło się to tym, że robiąc pewne trasy wcześniejsze w kilku miejscach nie dbając o to czy dobrze się ustawiam czy nie nagle pociągnąłem sobie wesoło i dało radę przejść byle jak :). Jest to bardzo niebezpieczne ze względu na olewanie techniki ale cóż poradzić, widocznie technikę na już ciut trudniejszych trasach trzeba będzie ćwiczyć. To ciekawy problem ogólny - jak zwiększając powera nie tracić starań o technikę na prostszych dla nas drogach? Tylko skupienie i koncentracja mogą coś tutaj pomóc bo innej rady nie widzę. Myślę, że problem ten doskwiera wszystkim. To takie proste iść na łatwą drogę tak z marszu, byle jak bo czego się człowiek nie chwyci i gdziekolwiek i jakkolwiek nie stanie to wszystko działa i samo prze do góry. Tak czy inaczej technikę muszę przyznać traktuję jednak mimo wszystko po macoszemu. Wiele razy zbierałem się do tego aby bardziej świadomie się wspinać itd ale nic z tego nie wychodzi (jest różnie raz lepiej raz gorzej w tym temacie).
Oczywiście po kolejnym dniu na siłę maksymalną znowu cudowne bóle łapek. Na samej ścianie są już pierwsze (a może nawet drugie) objawy przypływu mocy i siły. Objawiło się to tym, że robiąc pewne trasy wcześniejsze w kilku miejscach nie dbając o to czy dobrze się ustawiam czy nie nagle pociągnąłem sobie wesoło i dało radę przejść byle jak :). Jest to bardzo niebezpieczne ze względu na olewanie techniki ale cóż poradzić, widocznie technikę na już ciut trudniejszych trasach trzeba będzie ćwiczyć. To ciekawy problem ogólny - jak zwiększając powera nie tracić starań o technikę na prostszych dla nas drogach? Tylko skupienie i koncentracja mogą coś tutaj pomóc bo innej rady nie widzę. Myślę, że problem ten doskwiera wszystkim. To takie proste iść na łatwą drogę tak z marszu, byle jak bo czego się człowiek nie chwyci i gdziekolwiek i jakkolwiek nie stanie to wszystko działa i samo prze do góry. Tak czy inaczej technikę muszę przyznać traktuję jednak mimo wszystko po macoszemu. Wiele razy zbierałem się do tego aby bardziej świadomie się wspinać itd ale nic z tego nie wychodzi (jest różnie raz lepiej raz gorzej w tym temacie).
środa, 16 października 2013
Jeden przechwyt na campusie :)
Trening siłowy idzie dalej do przodu (ale bardzo drobnymi kroczkami). Ostatnio sprawdziłem na campusie na tych szerszych listewkach czy da się już do góry z wiszącymi nóżkami wspiąć. Odpowiedz jest: da się - wykonałem jeden przechwyt do góry o jedną listewkę :) (trochę się jeszcze boję więcej aby się kontuzji nie nabawić). Przy kolejnej wizycie na sztucznej w piątek sprawdzę dwa przechwyty. Krok po kroczku i może uda się coś na tym powalczyć więcej.
środa, 9 października 2013
Dalsze siłowe zabawy
Wczoraj znowu masakrowanie na siłkę. Na początku trochę rozgrzewki, trochę dróg z liną a potem przewieszenie i drogi krótkie ale treściwe (kilka przechwytów). Na początku nawet za bardzo siłowa przystawka tylko raz ją zrobiłem przy pierwszym podejściu a już przy następnym siły było brak. Na koniec dojechanie się na takiej walcowej jakby drabinie (3 serie góra-dół). Czuć ręce dzisiaj znacząco. Strasznie słabi jesteśmy na tych ostro przewieszonych drogach co daje jeszcze większą motywację aby siłę zrobić i okiełznać te przewieszone ścianki i już na większym luzie po nich tańcować. Na razie dwa treningi siłowe - zrobimy jeszcze 4 sztuki w tym stylu.
wtorek, 8 października 2013
Raczej nici z planowanych dróg
Mistrz w nie realizowaniu planów oczywiście nie wykona celu na ten sezon w skałach - (np. Rysa Babińskiego VI.2+). Raczej nie można się już dłużej oszukiwać, że się uda zgrać wszystkie czynniki - siłę z mocą i pogodę :). Cały ten proces nierealizowania planów jest przynajmniej mocno naukowy - pokazuje mi gdzie nie przyspieszę i jak to jest gdy ma się obowiązki życiowe w porównaniu z okresem gdzie było się wyluzowanym człowiekiem, który na wszystko miał czas. Mimo wszystko tempo rozwoju po powrocie do wspinania na razie jest zadowalające. 20 lat temu po pierwszym sezonie zakończyłem na jakiejś jednej VI+ na wędkę a o chodzeniu z dołem jeszcze nawet nie myślałem a teraz udało mi się jedną VI.2 na wędkę, trochę prowadzeń do VI włącznie, kilka OS prostych ale jednak itd. Krzywa postępu jest mocno lepsza niż dawniej. Oczywiście istnieje obawa, że zetknięcie się z czymś trudniejszym spowoduje zrównanie się tych krzywych progresu chociażby ze względu na większe możliwości kontuzji w starszym wieku ale po prostu "wspinanie nie zając, nie ucieknie".
poniedziałek, 7 października 2013
Sadło na zimę
Jakoś ostatnio chce mi się bardziej jeść - lodówka mnie przyciąga jak magnes. To chyba zbieranie sadła na okres zimowy odziedziczony po futrzastych praprzodkach się odzywa :). Na razie nie jest źle, dalej oscyluję pomiędzy 73 - 75 tyle, że troszeczkę częściej pukam do 75kg. Pocieszające, że na drugi dzień po treningu widzę jednak nadal 73kg na wadze.
sobota, 5 października 2013
Teraz siła
Wczoraj przeszliśmy do treningu siłowego - ostro przewieszone bouldery, trasy tak do 5 przechwytów na rękę. Bardzo ładnie wszystko działa i boli. Jedyna trudność to znalezienie idealnej drogi tak aby na końcu jeszcze zawalczyć o ostatni przechwyt - jest albo tak, że ostatni przechwyt już jest nie osiągalny albo za łatwy :). Ma to jednak mniejsze znaczenie, ważne że faktycznie max 10 przechwytów i odpadnięcie. Na koniec jeszcze dojechaliśmy się na kulach podciągnięciami i przykurczami.
Jeszcze jedną rzecz spróbowałem wczoraj - podlazłem do listewek (tych szerszych) i spróbowałem się podciągnąć na końcach palców. Poszło. Kolejny objaw progresu. Mogłem wczoraj więcej razy dać w górę z palców ale jednak jeszcze się boję tego ćwiczenia na listewkach i tak tylko delikatnie sprawdzam czy się da. Coś czuję, że jak już na tym się zacznie trenować wchodzenie góra - dół to będzie kolejny przełom we wspinaniu.
Apropo nowych butów LaSportiva Miura to drugie wyjście i zaczynam delikatnie przechodzić do zachwytu :). Jeszcze nie są lepsze od moich starych RP Pearl ze względu na nie dotarcie się do stopy i ogólne czucie ale jeżeli chodzi o siadanie na stopniach to rewelacja - stawiasz i możesz zapomnieć o nodze samo stoi :).
Jeszcze jedną rzecz spróbowałem wczoraj - podlazłem do listewek (tych szerszych) i spróbowałem się podciągnąć na końcach palców. Poszło. Kolejny objaw progresu. Mogłem wczoraj więcej razy dać w górę z palców ale jednak jeszcze się boję tego ćwiczenia na listewkach i tak tylko delikatnie sprawdzam czy się da. Coś czuję, że jak już na tym się zacznie trenować wchodzenie góra - dół to będzie kolejny przełom we wspinaniu.
Apropo nowych butów LaSportiva Miura to drugie wyjście i zaczynam delikatnie przechodzić do zachwytu :). Jeszcze nie są lepsze od moich starych RP Pearl ze względu na nie dotarcie się do stopy i ogólne czucie ale jeżeli chodzi o siadanie na stopniach to rewelacja - stawiasz i możesz zapomnieć o nodze samo stoi :).
czwartek, 3 października 2013
Alkohol - odwodnienie - atp
Tak poszperałem trochę na temat możliwych przyczyn osłabienia organizmu odczuwanego w trakcie treningu po imprezie :). Jednym z wielu negatywnych czynników związanych z alkoholem jest szybkie odwadnianie organizmu. To fakt znany, że po ostro zakropionej imprezie dobrze jest przed snem wypić duże ilości płynów (kac na drugi dzień będzie mniejszy). Skoro odwodnienie jest jedną z przypadłości poalkoholowej a odwodnienie bezpośrednio wpływa na produkcję ATP, które z kolei jest niezbędne do prawidłowej pracy mięśni tym samym powód mojego wtorkowego znaczącego osłabienia staje się oczywisty :). Odwodniłem się na tyle w ciągu dni poprzedzających trening, że mój poziom ATP był znacząco niski - wystarczył zaledwie na sam początek treningu (jak pisałem trawers na początku i potem dwie VI pod rząd i jedna VI.1 nie wskazywały, że już za moment nastąpi znaczny spadek formy). Atak osłabienia przyszedł nagle, wręcz skokowo po kolejnych dwóch trasach i tak już pozostało.
Ciekawe doświadczenie nieprawdaż?
Ciekawe doświadczenie nieprawdaż?
wtorek, 1 października 2013
Osłabienie
Oj straszne osłabienie w dzisiejszym dniu. Na początku jakby dobrze trawersik, dwie takie VI-tki przewieszone na rozgrzewkę pod rząd, potem VI.1 w standardzie i od razu do takiego VI z marszu ale już natychmiast spadek siły i mocy. I tak już do samego końca. Jaka przyczyna? Trudno powiedzieć. Byłem przez weekend na czymś w rodzaju wesela :) - dwa dni nie wylewania za kołnierz. Może to to bo innych przyczyn nie widać. Może to po prostu normalne, że raz za jakiś czas takie osłabienie dopada człowieka.
Drugą możliwą przyczyną (aczkolwiek nie podejrzewam) są nowe buty - zakupiłem Miura LaSportiva. Na razie bez rewelacji w porównaniu z moimi dotartymi RP Pearl. Coś więcej będzie można powiedzieć jak się dotrą. Na razie dziwnie się stoi w tych bucikach. Zakupiłem wersję na rzepy i nawet spoko. Numer 40 przy moim normalnym rozmiarze butów 42. Mam nadzieje, że nie za bardzo się rozjadą :).
Drugą możliwą przyczyną (aczkolwiek nie podejrzewam) są nowe buty - zakupiłem Miura LaSportiva. Na razie bez rewelacji w porównaniu z moimi dotartymi RP Pearl. Coś więcej będzie można powiedzieć jak się dotrą. Na razie dziwnie się stoi w tych bucikach. Zakupiłem wersję na rzepy i nawet spoko. Numer 40 przy moim normalnym rozmiarze butów 42. Mam nadzieje, że nie za bardzo się rozjadą :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)