Wczoraj pierwszy raz w tym roku pojechałem na skały. Z pewną obawą stanąłem przed wapieniem :). Ostatecznie poprowadziłem kilka dróg od V do VI+ i jedną VI.1+ ale na wędeczkę. Mimo wszystko nie jest aż tak źle. Iluzoryczny trening oraz wyhodowane sadło nie zmieniło aż tak wiele w tego typu trudnościach :). Następnym razem muszę sprawdzić na konkretniejszych trudnościach.
PS
Na koniec wspinania aby czasem nie zrzucić zbędnych kilogramów zaserwowałem sobie w pewnej karczmie pół kaczki. Kolega namawiał na gigantyczny deser lodowy ale aż tak wyluzowany w kwestii pokarmu nie jestem i odmówiłem :).
poniedziałek, 20 czerwca 2016
środa, 8 czerwca 2016
Ćwiczenia na chwytotablicy
Nowy element wyposażenia, który wisi dumnie nad drzwiami został już wykorzystany pięciokrotnie. Robię na tablicy ćwiczenia typu "piątki" - to znaczy dziesięć powtórzeń 5 sekundowych zwisów na różnych chwytach - przerywa i powtórka tego 3 krotna. Potem po większej przerwie ponownie 3x10x5 sekund. Bardzo ładnie to wzmacnia paluszki. Na razie nie wykorzystuję tych maksymalnie wąskich chwytów - tak trochę ze strachu. Staram się stopniowo utrudniać chwyty i na te wąskie przyjdzie czas za jakieś 3 tygodnie jak sądzę. Chwytotablica ma także tą przyjemną właściwość, że jak się nie chce wychodzić z domku na sztuczną to zawsze można w domku trochę dopakować.
PS
Jutro zejście poniżej 79 kg - taki jest ambitny plan grubasa.
PS
Jutro zejście poniżej 79 kg - taki jest ambitny plan grubasa.
Z cielskiem da się wspinać
Hm... gdzie te czasy gdy walczyłem o zejście poniżej 73 kg :). Przed wczoraj udało mi się zejść poniżej 80 kg. Ciekawe, że w tym sezonie stosując metodę treningową im mniej tym weselej jakoś o dziwo wspina się całkiem normalnie. Aby sprawdzić to do końca muszę przejechać się w skały na trasę pomiarową VI.3 i zobaczyć czy mnie odrzuci czy też wręcz przeciwnie będzie całkiem nieźle :).
Wspinając się na sztucznej z tym dodatkowym balastem jakoś tak podobne trudności atakuję i jakby idzie. Może to być tylko złudzenie ale przynajmniej na razie temu złudzeniu fajnie jest ulegać :). Wszystko się okaże być może już niebawem.
Wspinając się na sztucznej z tym dodatkowym balastem jakoś tak podobne trudności atakuję i jakby idzie. Może to być tylko złudzenie ale przynajmniej na razie temu złudzeniu fajnie jest ulegać :). Wszystko się okaże być może już niebawem.
piątek, 20 maja 2016
Tablica zamontowana
Po długim przygotowaniu teoretycznym udało się w końcu zamontować chwytotablicę. Kołki fischera do cegły dziurawki wlazły pięknie (dzięki kumplowi, prawdziwemu profesjonaliście w takich sprawach :)). Pierwsze ćwiczenia przeprowadzone na razie delikatnie na największych dziurach :). Paluszki straszliwie osłabły, mam problem ze zwisami na najmniejszych otworach - nie ma się co dziwić praktycznie brak trenowania przez zimę swoje spowodował.
Powrót na sztuczną powoli daje rezultaty. Kilka 6.2-jek zrobione na wędkę. Teraz chcemy trzasnąć wszystkie 6.2+ jakie są dostępne itd. Na znanych 6.2 będziemy wytrzymałość siłową robić jak już będziemy po nich w miarę biegać.
Waga delikatnie drgnęła - dzisiaj 80,8 kg. Zbliżam się do magicznej w ostatnim czasie granicy 80 kg. Jeszcze minimalnie 5 kg muszę zrzucić.
Na skałach w dalszym ciągu nie byłem w tym sezonie. Traktuję ten rok już dość luźno, co się uda zrobić to się uda ale bez ciśnienia - może takie podejście paradoksalnie da jakieś rezultaty :).
Powrót na sztuczną powoli daje rezultaty. Kilka 6.2-jek zrobione na wędkę. Teraz chcemy trzasnąć wszystkie 6.2+ jakie są dostępne itd. Na znanych 6.2 będziemy wytrzymałość siłową robić jak już będziemy po nich w miarę biegać.
Waga delikatnie drgnęła - dzisiaj 80,8 kg. Zbliżam się do magicznej w ostatnim czasie granicy 80 kg. Jeszcze minimalnie 5 kg muszę zrzucić.
Na skałach w dalszym ciągu nie byłem w tym sezonie. Traktuję ten rok już dość luźno, co się uda zrobić to się uda ale bez ciśnienia - może takie podejście paradoksalnie da jakieś rezultaty :).
wtorek, 10 maja 2016
Niestety dalej trening z nadwagą :)
Nie wiem co się stało ale nie jestem w stanie zbić wagi :). 81.5 kg to wszystko na co mnie stać po ostatnich przerwach treningowych. Niby nie jest źle, jakiś tam power jest. Trzymam się myśli, że w końcu jak to zrzucę to nagle dostanę dobrego kopa do przodu z powerem gdy organizm nie będzie musiał taskać tego sadła do góry. Codziennie od rana wprowadzam racjonalizację jedzenia i tak do 18 jest ok ale potem nagle mówię sobie "a pieprzyć jeszcze dzisiaj się nawpieprzam" i wszystko leży :). No muszę przykurczyć trochę żołądek to potem już pójdzie lepiej z nie objadaniem się na maksa.
Co do chwytotablicy to jeszcze nie zamontowałem. Byłem po kołki odpowiednie ale akurat pech chciał, że takich jakie chciałem nie było. Tak, że deska leży i czeka na swój czas. Może w tym tygodniu uda mi się to przykręcić.
Co do chwytotablicy to jeszcze nie zamontowałem. Byłem po kołki odpowiednie ale akurat pech chciał, że takich jakie chciałem nie było. Tak, że deska leży i czeka na swój czas. Może w tym tygodniu uda mi się to przykręcić.
czwartek, 28 kwietnia 2016
Jestem
Witam ponownie. Przerwa spowodowana bardzo smutnymi dla mnie rodzinnymi zdarzeniami spowodowała zarzucenie wspinania na znaczny okres. Wracam jednak do dalszej walki wspinaczkowej. Startuję z poziomu dużego spadku powera oraz z 82 kilogramami na karku. W pierwszej kolejności staram się odbudować mięsiory odzwyczajone od wysiłku wspinaczkowego plus zrzucić kilka zbędnych kilogramów.
Poczyniłem także pewne starania w kierunku urozmaicenia ćwiczeń domowych - zakupiłem chwytotablicę. Teraz analizuję jeszcze jakim sposobem ją zamontować nad drzwiami - mam pewne obawy co do wytrzymałości ściany, która jest zbudowana z cegły dziurawki. Wkręcę się w nią kołkami fishera takimi na 10 cm i powinno na 6-ciu punktach wytrzymać. Jak się ściana rozwali to trudno nie będę miał wyjścia i zatrudnię budowniczych aby zrobili ścianę od nowa ale już pancerną tak aby można było chwytotablicę zamontować na 100%.
Na razie na sztucznej takie VI.1+ ledwo, ledwo na wędkę zrobiłem ale może jakoś uda się wyrobić przed moim ulubionym wrześniem i pójść do przodu z rekordami wspinaczkowymi - takie małe marzenie to VI.4 na ten sezon.
PS
Niestety stresy ostatniego czasu spowodowały, że wróciłem do jarania - wytrzymałem 6 miesięcy i 14 dni bez jarania. Za niedługo rzucam ponownie muszę jednak ponownie zebrać się w sobie aby z tym zawalczyć.
Poczyniłem także pewne starania w kierunku urozmaicenia ćwiczeń domowych - zakupiłem chwytotablicę. Teraz analizuję jeszcze jakim sposobem ją zamontować nad drzwiami - mam pewne obawy co do wytrzymałości ściany, która jest zbudowana z cegły dziurawki. Wkręcę się w nią kołkami fishera takimi na 10 cm i powinno na 6-ciu punktach wytrzymać. Jak się ściana rozwali to trudno nie będę miał wyjścia i zatrudnię budowniczych aby zrobili ścianę od nowa ale już pancerną tak aby można było chwytotablicę zamontować na 100%.
Na razie na sztucznej takie VI.1+ ledwo, ledwo na wędkę zrobiłem ale może jakoś uda się wyrobić przed moim ulubionym wrześniem i pójść do przodu z rekordami wspinaczkowymi - takie małe marzenie to VI.4 na ten sezon.
PS
Niestety stresy ostatniego czasu spowodowały, że wróciłem do jarania - wytrzymałem 6 miesięcy i 14 dni bez jarania. Za niedługo rzucam ponownie muszę jednak ponownie zebrać się w sobie aby z tym zawalczyć.
wtorek, 15 marca 2016
Ponad 6 miesięcy bez petów
Uzbierało mi się trochę dni bez petów już 6 miesięcy i 14 dni. Rozwaliło mi to nie jaranie trochę życie, przytyłem, jestem trochę bardziej skłonny do zdenerwowania itp. Czekam aż zrobi się na tyle ciepło aby zażyć więcej ruchu na świeżym powietrzu (o ile powietrze w Krakowie może być świeże :)). Cały czas mam nadzieję, że uda mi się całkowicie zrzucić wszystkie zbędne kilogramy zrobione przez jesień i zimę bez petów.
PS
Tej zimy jeżeli chodzi o przepracowanie treningowe to tej pracy nie było prawie wcale, totalny luz i odpoczynek od wspinania - takie podtrzymywanie jedynie. Ciekawe jak to będzie w sezonie na skałach, paradoksalnie może nie będzie tak źle bo głód wspinania może się bardziej prawdopodobnie pojawić :).
piątek, 4 marca 2016
Rekord gęstości wspinacza na metr kwadratowy
Wczoraj pisałem o wielkim ścisku na ścianach w godzinach szczytu (gdzieś tak od 18 do 20). Byłem wieczorem na sztucznej i rekord ilości wspinaczy na metr kwadratowy został ewidentnie pobity - jeszcze do tego wszystkiego urodziny chyba dzieciaków były. Nawet szafki swojej nie dostałem w szatni :(. W takim szczycie powinni wyłączyć przynajmniej dla udobruchania wspinających pobieranie dodatkowych pieniędzy do multisporta.
Wspinaliśmy się i powiem była to wątpliwa przyjemność :). Nie ma wyjścia trzeba zmienić godziny chodzenia najlepiej na poranki :). Przy okazji rzucić pracę :).
Wspinaliśmy się i powiem była to wątpliwa przyjemność :). Nie ma wyjścia trzeba zmienić godziny chodzenia najlepiej na poranki :). Przy okazji rzucić pracę :).
czwartek, 3 marca 2016
Trening beztlenowy
Z tym tlenem w tytule posta to nie tak - chodzi o to, że na ścianach takie tłumy, że każdy trening jest treningiem bez tlenu :). Jest masakra - człowiekowi się odechciewa chodzić. Taka zmiana nastąpiła w ciągu ostatnich trzech lat mojego napalenia na wspinanie - jeszcze 3 lata temu nie było aż takiego spędu ludzi. Ewidentnie potrzebna jest kolejna duża ściana w Krakowie bo przecież tak się nie da żyć :). Poza tym, że nie ma czym oddychać, że tłuste chwyty i że magnezji pył unosi się w straszliwych ilościach w powietrzu dodatkowo jest taki gwar, że kurna boli mnie głowa jak wychodzę z "treningu". Tak, tak stary zrzędliwy dziad ze mnie ale niestety takie są fakty - jest niemiło. Ci szczęściarze co mogą chodzić rano czy ogólnie w godzinach mniej popularnych nie wiedzą o czym mówię ale tych ludzi z definicji jest mało - jedyne na co mogą cierpieć to samotność :).
PS
Naprawdę uwierzcie mi - wspinanie jest do dupy :). Nie chodźcie na sztuczne ściany - lepiej pograć w kosza albo w squasha :) nie mówiąc już o codziennym imprezowaniu jeżeli jest się studentem.
PS
Naprawdę uwierzcie mi - wspinanie jest do dupy :). Nie chodźcie na sztuczne ściany - lepiej pograć w kosza albo w squasha :) nie mówiąc już o codziennym imprezowaniu jeżeli jest się studentem.
środa, 3 lutego 2016
Trzeba się podnieść i walczyć
Ostra przerwa od wspinania. Życie lekko odcięło mnie od możliwości trenowania ale dzisiaj nastąpił powrót. Celem jest wstępna walka z monstrualną wagą (84 kg o poranku dalej się utrzymuje a moje podstawowe hobby to wpierniczanie żarcia). Zaczynam zatem od delikatnego rozruchu w tym tygodniu. Możliwe, że wystartowanie o miesiąc później niż w zeszłym roku wyjdzie na dobre - zmęczenie treningiem nastąpi akurat wtedy gdy już na skały będzie można jechać i forma nie spadnie przed dotknięciem wapienia :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)