sobota, 15 marca 2014
Tygodniowy reścik
Tydzień odpoczynku od wspinania dobiega końca - już dzisiaj albo jutro zaczynam ćwiczonka na rączki. Następny tydzień wspinaczka na wytrzymałość tlenową - znowu kilkaset metrów ściany będziemy trzaskać :). Tym razem dołączam do tego trening wytrzymałości w domu tak aby wyszło sumarycznie 5 razy w tym tygodniu. Będą to przechwyty w różnych kombinacjach palców na rurze z podparciem nóg o ziemie tak aby być zaraz przed progiem beztlenowym przez bardzo długi czas (około 30 do 40 minut). Taki jest skromny plan.
środa, 12 marca 2014
Oczywiście
Oczywiście gdy siedzi się w pracy to za oknami upały i słońce na maksa. Założę się, że w weekend będzie lało.
wtorek, 11 marca 2014
Daily routine - pumeks
W tym roku bardzo regularnie (prawie codziennie) ścieram z dłoni zrogowaciały naskórek powstały podczas wspinaczki na sztucznej. Wykorzystuję pumeks. Codziennie minuta - przechodzę po każdym większym odcisku i potem krem do regeneracji dłoni ukradziony drugiej połowie :). Efekty są wyśmienite - zero problemów z odciskami - są tak minimalne, że jakby ich nie było. W tamtym sezonie nie robiłem tego regularnie i wykorzystywałem pilniczek do paznokci - lepszy jest pumeks. Polecam pumeks i kremik oraz co najważniejsze regularność.
poniedziałek, 10 marca 2014
W marcu poniżej 74 kg
Tak dla lepszego samopoczucia :), w marcu staram się zejść poniżej 74 kg na wadze. 62 dni bez jarania robi swoje i ciągle substytutem pozostaje jedzenie. Jest to dość męczące. Można byłoby nie przejmować się wagą gdyby ona ustabilizowała się na jakimś stałym poziomie - tak jednak przy niepaleniu stanowczo nie jest. Dlatego niestety trzeba o to dbać.
Tydzień restu po zakończonym cyklu rozpocząłem od sporej dawki na antagonistyczne mięśnie oraz na ćwiczenia rehabilitacyjne na barki (tak profilaktycznie). Powrót do wspinania około soboty lub niedzieli.
Tydzień restu po zakończonym cyklu rozpocząłem od sporej dawki na antagonistyczne mięśnie oraz na ćwiczenia rehabilitacyjne na barki (tak profilaktycznie). Powrót do wspinania około soboty lub niedzieli.
niedziela, 9 marca 2014
Wapnem po wapieniu - VI.1+
I udało się dobrze rozpocząć sezon. Dzisiaj poprowadzenie VI.1+ w Wąwozie Półrzeczki - droga "KukSaniec" na Skale Na Łopiankach. Przystawiłem się najpierw na wędkę - nie puściło od razu. Za drugim razem puściło więc postanowiłem, że niech to będzie to konkretne rozpoczęcie sezonu. Dało radę z dużym zapasem więc plan na VI.3 tego roku wydaje się po tej próbie bardzo realny szczególnie, że dopiero po jednym cyklu treningowym jestem i czeka mnie jeszcze jedno kółko na siłę i wytrzymałość siłową.
Bardzo fajne wspinanie ze znajomymi - to oni ciągną mnie z cyfrą w górę, prawie zawsze gdy pojedziemy pęka coś fajnego. Dziękuję Wam z tego miejsca serdecznie :).
Wcześniej jeszcze w OS jedna IV i jedna V+ na tej samej skale.
Zostało tylko 3,5 stopnia do Chińskiego :). Wapno jedzie zatem dalej :).
Bardzo fajne wspinanie ze znajomymi - to oni ciągną mnie z cyfrą w górę, prawie zawsze gdy pojedziemy pęka coś fajnego. Dziękuję Wam z tego miejsca serdecznie :).
Wcześniej jeszcze w OS jedna IV i jedna V+ na tej samej skale.
Zostało tylko 3,5 stopnia do Chińskiego :). Wapno jedzie zatem dalej :).
piątek, 7 marca 2014
Jednak jest dobrze
W niedzielę ostatni trening cyklu 3-3-3-1. Potem tydzień odpoczynku i zaczynamy kolejny cykl - tym razem 1-3-3-1 czyli jeden tydzień wytrzymałość ogólna, 3 tygodnie siła maksymalna, 3 tygodnie wytrzymałość siłowa i jeden tydzień odpoczynku (taka profilaktyka przeciw kontuzjom).
Po zakończeniu wytrzymałości siłowej ewidentny progres (ostatni wypad opisany 2 posty temu to jednak zdarzający się każdemu słabszy dzień). Dzisiaj pomarańczowa VI.1 x 2 z rzędu plus VI niebieskie w tym samym ciągu - i to 3 razy takie ćwiczonko - razem 9 dróg w 3 podejściach :). Potem jeszcze kilka razy takie pionowe VI.1. Dokończenie na różnych pomniejszych VI. Sumarycznie jak prawie zawsze 200 metrów + trawers. Gdzie te czasy rok temu gdzie jak zrobiliśmy 200 metrów to cieszyliśmy się jak dzieci z takiego rekordu przebytych na jednym wypadzie dróg :). Teraz 200 to normalka w miarę luźna.
Odpoczywamy tydzień i ruszamy do siły maksymalnej - będzie robiona inaczej niż ostatnio - robiliśmy bouldery i maszyny. Teraz wspinamy się na maksach naszych ale po drogach normalnych. Ta strategia działa jak robienie maksymalnie siłowych dla nas przechwytów z definicji - będą to drogi maksy więc natrafimy na duże naprężenia :). Po drogach maksach kilka baldów siłowych i na końcu maszyny. Takie podejście pozwoli wykryć drogi na następne trzy tygodnie roboty na wytrzymałość siłową - będziemy po trudniejszych drogach katować w kółeczko :). Takie połączenie w spójny sposób połączy robotę na maks siłę z wytrzymałością siłową, której nigdy dość :).
Po zakończeniu wytrzymałości siłowej ewidentny progres (ostatni wypad opisany 2 posty temu to jednak zdarzający się każdemu słabszy dzień). Dzisiaj pomarańczowa VI.1 x 2 z rzędu plus VI niebieskie w tym samym ciągu - i to 3 razy takie ćwiczonko - razem 9 dróg w 3 podejściach :). Potem jeszcze kilka razy takie pionowe VI.1. Dokończenie na różnych pomniejszych VI. Sumarycznie jak prawie zawsze 200 metrów + trawers. Gdzie te czasy rok temu gdzie jak zrobiliśmy 200 metrów to cieszyliśmy się jak dzieci z takiego rekordu przebytych na jednym wypadzie dróg :). Teraz 200 to normalka w miarę luźna.
Odpoczywamy tydzień i ruszamy do siły maksymalnej - będzie robiona inaczej niż ostatnio - robiliśmy bouldery i maszyny. Teraz wspinamy się na maksach naszych ale po drogach normalnych. Ta strategia działa jak robienie maksymalnie siłowych dla nas przechwytów z definicji - będą to drogi maksy więc natrafimy na duże naprężenia :). Po drogach maksach kilka baldów siłowych i na końcu maszyny. Takie podejście pozwoli wykryć drogi na następne trzy tygodnie roboty na wytrzymałość siłową - będziemy po trudniejszych drogach katować w kółeczko :). Takie połączenie w spójny sposób połączy robotę na maks siłę z wytrzymałością siłową, której nigdy dość :).
czwartek, 6 marca 2014
Święty Gral wspinaczkowego treningu
A zatem jakie jest w końcu najlepsze ćwiczenie dla wspinaczy (poza rzecz jasna samym wspinaniem)? Nie ma jednej odpowiedzi bo zależy o jakie parametry pytamy, czy o siłę palców, czy o maksymalny przyblok czy dla boulderowca czy dla łojanta dróg 30 metrowych na trudność itd. To może zadam pytanie inaczej - jakie ćwiczenie wybralibyśmy gdyby trzeba było wybrać tylko jedno? Ja mam swojego faworyta, wybieram zwisanie na prostych rękach na rurze. Tak czuję, że to ćwiczenie w niebagatelny sposób przekłada się potem na samo wspinanie. A tak się zaniedbuję ostatnio w tym zwisaniu. Rekord tego roku to zaledwie 100 sekund :). Tak być nie może. I wszystkim radzę "zwisajmy na rurze".
wtorek, 4 marca 2014
Zmęczenie cyklem :)
Dzisiaj odczułem już lekkie zmęczenie trwającym od 2 miesięcy cyklem treningowym. Najwyższa pora zrobić sobie tygodniowego resta. Mam także dziwne poczucie braku postępów :). Chociaż pewne parametry pokazują rozwijanie (np na początku cyklu na wytrzymałość siłową pewną drogę VI+ robiłem prawie 3 razy a dzisiaj zrobiłem ją prawie 5 razy z rzędu - itp (tak wiem to już nie jest na wytrzymałość siłową tylko na tlenową hehehe). Mimo wszystko w niektórych rzeczach odczuwam brak postępów (hehehe w podciąganiu na drążku powyżej 14 razy na przykład). Takie dziwne uczucie nie poparte żadnym konkretem - może to taki kryzysowy dzień dzisiaj był a może coś w tym jest.
niedziela, 2 marca 2014
Sezon rozpoczęty :)
Co tu dużo gadać - maniacy uderzyli na skały pomimo 4 stopni na plus :). Najpierw przemaszerowaliśmy ze znajomymi całą dolinkę Kobylańską i zatrzymawszy się na Lotnikach załoiliśmy szaleńczo trudną drogę "Kinder niespodzianka" IV+. Nie było to może podobne do zdobywania K2 zimą :) ale nas przyprawiło o ostre zlodowacenie palców (ja miałem problemy z odwiązaniem po wspinaczce ósemki :). Czyli już wiadomo, przy 4 stopniach Celcjusza i pełnym zachmurzeniu wspinanie jest mocno niemiłe. Ciekawe jak jest przy 5 stopniach :) Wędrówka dolinką była natomiast stanowczo dobra dla zrzucenia kilku zbędnych dekagramów :) (ale uwaga prawie cała droga to błoto).
sobota, 1 marca 2014
Po co robić trudniejsze drogi :)
Gdyby nie było możliwości robienia coraz większych trudności czy wspinanie skałkowe (i nie tylko skałkowe) miałoby sens? Pewnie tak - obcowanie z naturą, wysokość, miłe spędzanie czasu itp miałoby taki sam sens jak aktualnie tyle, że bez pokonywania coraz większych trudności. Niemniej trudność i jej wzrost jest wpisana w każdą działalność człowieka czy tego chce czy nie. Trudno mi wymyślić działalność, w której nie da się wprowadzić skali trudności - tzw przez wspinaczy "cyfry". Wszystko rozciąga się na skali od mało trudne do coraz bardziej trudne. Chwileczkę, jeszcze raz skupię się i spróbuję znaleźć rodzaj aktywności ludzkiej, w której nie występuje pojęcie trudności....... Nie mogę nic znaleźć. Może ktoś się nie zgodzić ale według mnie wszędzie wkrada się stopniowanie. Można tylko to stopniowanie ze względu na trudność ignorować lub nie ignorować.
Wracając jednak do wspinaczki - skale trudności to wspaniała rzecz z wielu powodów pragmatycznych. Jadąc w skały otwieram sobie przewodnik i od razu wiem gdzie uderzać, gdzie znajdują się rejony odpowiednie dla mnie - gdzie zakatuję się bo będzie za trudno albo gdzie zanudzę się bo będzie za łatwo. Kolejnym pragmatycznym dobrodziejstwem wynikającym z "cyfry" jest wymiana informacji między ludźmi - można dowiedzieć się co aktualnie robią i gdzie mogą się z nami wybrać, bardzo łatwo dzięki temu dogadać się i określić nasze preferencje. Innym ciekawym plusem skali trudności jest wciąganie człowieka w daną dziedzinę - w przypadku wspinaczki wsiąkamy dzięki cyfrze (między innymi dzięki cyfrze) w dwie możliwe konkurencje. Jedną (tą moim zdaniem najistotniejszą) z samym sobą, gdzie rywalem jesteśmy my sami ciągle zmieniający się w czasie. Walczymy z samym sobą pokonując coraz trudniejsze drogi - przykładowo my jako sześć-jedynkowcy odchodzimy w niepamięć gdy pojawiamy się my jaki sześć-dwójkowcy itd. Walka jest nieskończona bowiem chwila nieuwagi i my jako sześć-dwójkowcy możemy bardzo szybko stać się sześć-jedynkowcami i cała walka znowu się zaczyna :). To przekraczanie bariery trudności dróg jest moim zdaniem bardzo istotnym elementem zarażającym we wspinaczce. Drugą konkurencją, w którą możemy się zanurzyć dzięki cyfrze jest rywalizacja z innymi ludźmi. Rywalizacja ta może być w pewnych okolicznościach zajęciem mniej szlachetnym ale raczej jest rywalizacją pozytywną - a przynajmniej efekty tej rywalizacji w postaci pozostawionych dróg są czymś na plus dla świata wspinaczkowego.
Czy wspinamy się dla trudności? Moim zdaniem nie tylko ale jest to element niezwykle istotny. Istotny z tego powodu, że taka już jest ewolucyjne ukształtowana natura człowieka - chce pokonywać stojące na jego drodze przeszkody. Te przeszkody mogą być różnego typu ale zawsze dają się w mniej lub bardziej przybliżony sposób wyrazić w postaci "cyfry".
PS
Jak gram w cokolwiek to chce wygrać - gdy tą grą jest pokonywanie dróg skałkowych też chcę wygrać (chcę pokonać daną drogę), gdy grą tą jest podciąganie się na drążku, też chcę wygrać itd w nieskończoność. Więc gdy ktoś twierdzi, że cyfra jest nieważna to ja osobiście się z takim kimś nie zgodzę :). Jest bardzo ważna. Żeby natomiast zachować zdrową równowagę nie zgodzę się także z kimś kto twierdzi, "że liczy się tylko cyfra". To byłaby skrajna oczywista przesada bowiem każda dziedzina działania w tym także wspinaczka składa się z wielu elementów. Wspinaczka na przykład z: przygody , kontaktów z ludźmi, pokonywaniu cyfry, lepszego samopoczucia dzięki aktywnemu spędzaniu czasu w skałach i trenowaniu organizmu, zastrzykom adrenaliny, pięknym widokom itp. To chyba oczywiste, że sama cyfra nie zadziałałaby na człowieka bez tych dodatkowych elementów :). A zatem gdy cyfra przyklei się do jakiejś fajnej aktywności zaczyna być naprawdę czadowo :).
Wracając jednak do wspinaczki - skale trudności to wspaniała rzecz z wielu powodów pragmatycznych. Jadąc w skały otwieram sobie przewodnik i od razu wiem gdzie uderzać, gdzie znajdują się rejony odpowiednie dla mnie - gdzie zakatuję się bo będzie za trudno albo gdzie zanudzę się bo będzie za łatwo. Kolejnym pragmatycznym dobrodziejstwem wynikającym z "cyfry" jest wymiana informacji między ludźmi - można dowiedzieć się co aktualnie robią i gdzie mogą się z nami wybrać, bardzo łatwo dzięki temu dogadać się i określić nasze preferencje. Innym ciekawym plusem skali trudności jest wciąganie człowieka w daną dziedzinę - w przypadku wspinaczki wsiąkamy dzięki cyfrze (między innymi dzięki cyfrze) w dwie możliwe konkurencje. Jedną (tą moim zdaniem najistotniejszą) z samym sobą, gdzie rywalem jesteśmy my sami ciągle zmieniający się w czasie. Walczymy z samym sobą pokonując coraz trudniejsze drogi - przykładowo my jako sześć-jedynkowcy odchodzimy w niepamięć gdy pojawiamy się my jaki sześć-dwójkowcy itd. Walka jest nieskończona bowiem chwila nieuwagi i my jako sześć-dwójkowcy możemy bardzo szybko stać się sześć-jedynkowcami i cała walka znowu się zaczyna :). To przekraczanie bariery trudności dróg jest moim zdaniem bardzo istotnym elementem zarażającym we wspinaczce. Drugą konkurencją, w którą możemy się zanurzyć dzięki cyfrze jest rywalizacja z innymi ludźmi. Rywalizacja ta może być w pewnych okolicznościach zajęciem mniej szlachetnym ale raczej jest rywalizacją pozytywną - a przynajmniej efekty tej rywalizacji w postaci pozostawionych dróg są czymś na plus dla świata wspinaczkowego.
Czy wspinamy się dla trudności? Moim zdaniem nie tylko ale jest to element niezwykle istotny. Istotny z tego powodu, że taka już jest ewolucyjne ukształtowana natura człowieka - chce pokonywać stojące na jego drodze przeszkody. Te przeszkody mogą być różnego typu ale zawsze dają się w mniej lub bardziej przybliżony sposób wyrazić w postaci "cyfry".
PS
Jak gram w cokolwiek to chce wygrać - gdy tą grą jest pokonywanie dróg skałkowych też chcę wygrać (chcę pokonać daną drogę), gdy grą tą jest podciąganie się na drążku, też chcę wygrać itd w nieskończoność. Więc gdy ktoś twierdzi, że cyfra jest nieważna to ja osobiście się z takim kimś nie zgodzę :). Jest bardzo ważna. Żeby natomiast zachować zdrową równowagę nie zgodzę się także z kimś kto twierdzi, "że liczy się tylko cyfra". To byłaby skrajna oczywista przesada bowiem każda dziedzina działania w tym także wspinaczka składa się z wielu elementów. Wspinaczka na przykład z: przygody , kontaktów z ludźmi, pokonywaniu cyfry, lepszego samopoczucia dzięki aktywnemu spędzaniu czasu w skałach i trenowaniu organizmu, zastrzykom adrenaliny, pięknym widokom itp. To chyba oczywiste, że sama cyfra nie zadziałałaby na człowieka bez tych dodatkowych elementów :). A zatem gdy cyfra przyklei się do jakiejś fajnej aktywności zaczyna być naprawdę czadowo :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)