środa, 26 marca 2014
Drugie okrążenie na siłę
Wczoraj na siłę maksymalną ale wersja trochę oszukiwana :). Drogi maxowe - nie dało się dopchać - tyle ludzi (jedno nowe VI.1 przewieszone trzy razy ale z dziwnym problemem na końcu przy przedostatnim przechwycie). Potem kilka baldów (tak wyszło, że dawały na lewą rękę ale to i dobrze - lewa słabsza jest to się miała okazję podciągnąć). Na koniec zwisy na paluszkach 5 sek - 5 sek rest x 10 razy i takie trzy serie. Potem przybloki na rurce, i jeszcze walcowe bloki o dwa do góry i w dół i tak do odpadnięcia. Z obserwacji jedno jest pewne na starcie tych 3 tygodni na siłę - jest dużo lepiej. Przykładowo w zwisaniu na palcach ewidentnie odczuwam większą siłę - aż się zastanawiam czy trochę na campusa nie wskoczyć i po listewkach pośmigać.
poniedziałek, 24 marca 2014
Ubezpieczone aby sobie ...
Hm. Nie znam się, ale wydaje mi się, że niektóre drogi w polskich skałach są źle ubezpieczone. Mam takie głębokie, podskórne poczucie, że gdy pierwszy ring jest osadzony na wysokości X od ziemi a drugi 2 razy X od ziemi, to coś jest nie tak :) (tak to miało zabrzmieć ironicznie). Nawet wpinając się z pasa w drugi przelot dolecimy do ziemi, jeżeli oczywiście asekurujący nas osobnik nie wykona przysiadu (to może nas zatrzymać ciut nad ziemią). Dobrze jeżeli wspinający się mają podobne masy ale co gdy na skały przybywa dwójka różniąca się się wagą znacznie (ale jeszcze w granicach teoretycznie dopuszczalnych). Wtedy nawet przysiad może nie pomóc bo i tak cięższy wspinający pociągnie odpowiednio asekurującego plus lina się swoje naciągnie i gleba murowana. Po co się tak obija nie wiem. Można rozważyć takie możliwości:
- oszczędność - mniej ringów na trasie taniej wyjdzie - raczej dyskwalifikujący powód
- fuszerka - z definicji dyskwalifikujący powód
- chęć zwiększenia trudności drogi poprzez zwiększenie ryzyka przejścia (droga stanie się bardziej psychiczna) - to po co w ogóle obijać, lepiej nastawić się na tradowe drogi, albo może nawet żywcowanko
- rozmieszczenie chwytów dogodnych do dokonania wpinki - realny powód dziwnego obicia gdy bierze się pod uwagę tylko odległości kolejnych ringów
Wydaje mi się, że powód ostatni jest jedynym możliwym uzasadniającym dziwne rozmieszczenie przelotów. Gdyby przyjąć, że tak jest faktycznie to wystarczy pojechać w kilka miejsc pod Krakowem i przekonać się na własne oczy jak debilnie powbijane są ringi na wielu drogach - tak debilnie ze powód ostatni nie uzasadnia tego obicia. Jak ktoś lubi idiotycznie niepotrzebne ryzyko to może sobie na przykład głowę do wirującej pralki wsadzić - też będzie psychicznie. Ale czy o to chodzi w skałach żeby np odpadając z drugiego ringa dolecieć do gleby a czasami nawet z trzeciego ? Wydaje mi się, że nie o to chodzi. Ale się nie znam więc tak se pitole.
niedziela, 23 marca 2014
Buty - znowu dziura
W podklejonych RP Pearl LU ponownie pojawiła się dziura - na rancie. Wytrzymały cztery miesiące bez dziesięciu dni. Wydaje się, że krótko - nowe wytrzymały około 8,5 miesiąca. Trzeba jednak zaznaczyć, że te 4 miesiące w podklejonych butach to dużo więcej wspinania. Szacowałbym, że około dwa razy więcej niż gdy niszczyłem nowe buty w zeszłym roku. Wychodzi zatem na to, że podklejone wytrzymały około 7 miesięcy. Niezły wynik biorąc pod uwagę koszt podklejenia. Podklejam jeszcze raz, tym razem ze wzmocnionymi rantami.
Odwiedziny w Będkowskiej
Dzisiaj pierwsza od powrotu do wspinania wizyta w dolinie Będkowskiej. Bardzo piknikowa dolinka. Nie wiem czy to sprawa niepewnej pogody ale prawie zero wspinaczy. Nie znam tej doliny ze względu na odległość - za dawnych czasów wysiadaliśmy na stacji kolejowej w Zabierzowie i potem najlepiej było do Bolechowic albo Kobylan - Będkowice były już stanowczo za daleko :). Byłem tam pewnie zaledwie kilka razy i nie pamiętam po czym się wspinałem. Trzeba będzie powolutku i tą dolinkę zacząć odwiedzać.
PS
Po sobotniej wspinaczce w realu niesamowicie bolą mnie ręce, nogi, dłonie - jak to jest, że na sztucznej gdy przelazłem 500 metrów na drugi dzień prawie nic mnie nie bolało a tutaj po 6 wejściach na około 15 metrowe drogi taki efekt? Jedyne wyjaśnienie to bardziej izometryczne obciążenia - więcej stania w danym miejscu przy prowadzeniach w OS, na sztucznej jednak robi się przechwyt za przechwytem bardziej wbiegając. Chociaż jest to chyba naciągana teoria. Jedno jest pewne - jakoś tak bardziej boli po realu.
PS
Po sobotniej wspinaczce w realu niesamowicie bolą mnie ręce, nogi, dłonie - jak to jest, że na sztucznej gdy przelazłem 500 metrów na drugi dzień prawie nic mnie nie bolało a tutaj po 6 wejściach na około 15 metrowe drogi taki efekt? Jedyne wyjaśnienie to bardziej izometryczne obciążenia - więcej stania w danym miejscu przy prowadzeniach w OS, na sztucznej jednak robi się przechwyt za przechwytem bardziej wbiegając. Chociaż jest to chyba naciągana teoria. Jedno jest pewne - jakoś tak bardziej boli po realu.
sobota, 22 marca 2014
Plemnik po 20 latach :)
Z bandą znajomych kobylańskie wspinanie na Mnichu. Chcieliśmy słońca i je dostaliśmy - aż w nadmiarze. Gorąc jak w lecie :). Przyznam, że na drodze "Plemnik" nawojowałem się dzisiaj ostro (robiłem w NOS-ie czyli niby OS-ie). Nad jaskinią tak jakoś babrałem się, że nie chciało ruszyć do góry - wydawało mi się, że jak odpadnę to sobie rozwalę nogi o dół jaskini albo, że łbem walnę w górę jaskini. Wlazłem nad jaskinię po czym powolutku się wycofałem. Po odpoczynku i usłyszanych krzykach na dole "że trzeba kolegę zacząć dopingować" zebrałem się w sobie i poszło. Powiem tak - najtrudniejszy OS (NOS) po powrocie. Koleżanka zaproponowała tytuł na następnego bloga "Plemnik po 20 latach" - muszę to przemyśleć :).
Wspinka udana - wszyscy jak sądzę zadowoleni. Każdy zebrał po kilka nowych dróg do klaserów :).
PS
Jak zwykle odkrycie, że prawdziwa skała to 100% coś innego niż sztuczniaki.
PS2
W tym słońcu tak puchną nogi, że niedopasowane buciory sprawiały straszliwy ból. Szkoda, że nie dotarłem jednak Miurów na panelu.
Wspinka udana - wszyscy jak sądzę zadowoleni. Każdy zebrał po kilka nowych dróg do klaserów :).
PS
Jak zwykle odkrycie, że prawdziwa skała to 100% coś innego niż sztuczniaki.
PS2
W tym słońcu tak puchną nogi, że niedopasowane buciory sprawiały straszliwy ból. Szkoda, że nie dotarłem jednak Miurów na panelu.
piątek, 21 marca 2014
Tylko 350 metrów :)
Nie udało się dzisiaj 500 metrów trzasnąć - w trzy osoby wolniej trochę idzie a chcieliśmy jeszcze trochę piątku zaznać w domu. Ale ogólnie fajne promieniowanie rączek - takie delikatne ale jednostajne :).
środa, 19 marca 2014
Wytrzymałość tlenowa
Jako, że wytrzymałość tlenowa bardzo szybko odchodzi w niepamięć gdy jej nie trenujemy, warto od czasu do czasu skupić się na niej i ją trochę podreperować. Jest z nią wedle zasady "szybko przyszło, szybko poszło" - czyli szybko można ją zrobić ale równie szybko się ją traci. Oczywiście gdy wspinamy się w skałach typowo po drogach sportowych, jednowyciągowych z tlenową nie warto przesadzać - stąd ja na przykład doszedłem do wniosku, że w drugim cyklu zrobię tylko tydzień na wytrzymałość tlenową.
Po treningach w tym sezonie (jeden pełny cykl) robionych według książki E.Horsta "Trening wspinaczkowy" wychodzi na to, że na poziomie oscylującym gdzieś wokół VI.2 gdy skupiamy się na drogach jednowyciągowych, najlepiej robić trening na siłę maksymalną oraz na wytrzymałość siłową - ze wskazaniem na tą drugą. Od czasu do czasu w ramach odpoczynku można zrobić tlenowe zabawy - delikatne obciążenie paluszków w trakcie tlenowego treningu może być przyczynkiem do unikania kontuzji. Tak mi wychodzi - największy przypływ mocy poczułem po treningu na wytrzymałość siłową. W przypadku tak niskiego poziomu jak VI.2 na tyle jesteśmy słabi, że robienie treningu na WS przy okazji wzmacnia nam i siłę maksymalną (nie zawsze jesteśmy tak dokładni aby ułożyć przystawki idealnie do WS, czasami wkradnie się coś cięższego).
W gruncie rzeczy treningi WT, WS, SM są pewnymi punktami na kontinuum od skrajnego WT do skrajnego SM. Takim skrajnym WT jest chodzenie w nieskończoność po drodze o stopniu powiedzmy III (dla niektórych może to być IV albo V itd w zależności od wytrenowania). Skrajnym treningiem siłowym będzie na przykład podciągnie się na drążku z takim obciążeniem, że jesteśmy w stanie podciągnąć się jeden raz :). Prawda jest taka, że istnieje nieskończona liczba różnych treningów do wyboru do koloru. Określanie czegoś jako WT, WS czy SM jest tylko bardzo zgrubnym przybliżeniem. Z tego kontinuum ja osobiście wybieram coś pomiędzy WS a SM. Raz trochę bliżej WS a raz trochę bliżej SM. Trenowanie w tym przedziale najefektywniej wpłynie na wzrost naszych możliwości jeżeli chodzi o wspinanie jednowyciągowe na trudność. Oczywiście gdy dojdziemy do poziomu powiedzmy VI.4 będziemy musieli podreperować trochę siłę maksymalną (trening bliżej WS) bo możemy natrafić na takie przechwyty, że nie starczy nam siły na przejście. I tak dalej - oscylacja pomiędzy WS a SM połączona z dodatkową zmiennością w postaci różnicowania robionych ćwiczeń wydaje się najlepsze - i jednocześnie najmniej nużące.
Takiego podejścia na razie będę się trzymał.
Po treningach w tym sezonie (jeden pełny cykl) robionych według książki E.Horsta "Trening wspinaczkowy" wychodzi na to, że na poziomie oscylującym gdzieś wokół VI.2 gdy skupiamy się na drogach jednowyciągowych, najlepiej robić trening na siłę maksymalną oraz na wytrzymałość siłową - ze wskazaniem na tą drugą. Od czasu do czasu w ramach odpoczynku można zrobić tlenowe zabawy - delikatne obciążenie paluszków w trakcie tlenowego treningu może być przyczynkiem do unikania kontuzji. Tak mi wychodzi - największy przypływ mocy poczułem po treningu na wytrzymałość siłową. W przypadku tak niskiego poziomu jak VI.2 na tyle jesteśmy słabi, że robienie treningu na WS przy okazji wzmacnia nam i siłę maksymalną (nie zawsze jesteśmy tak dokładni aby ułożyć przystawki idealnie do WS, czasami wkradnie się coś cięższego).
W gruncie rzeczy treningi WT, WS, SM są pewnymi punktami na kontinuum od skrajnego WT do skrajnego SM. Takim skrajnym WT jest chodzenie w nieskończoność po drodze o stopniu powiedzmy III (dla niektórych może to być IV albo V itd w zależności od wytrenowania). Skrajnym treningiem siłowym będzie na przykład podciągnie się na drążku z takim obciążeniem, że jesteśmy w stanie podciągnąć się jeden raz :). Prawda jest taka, że istnieje nieskończona liczba różnych treningów do wyboru do koloru. Określanie czegoś jako WT, WS czy SM jest tylko bardzo zgrubnym przybliżeniem. Z tego kontinuum ja osobiście wybieram coś pomiędzy WS a SM. Raz trochę bliżej WS a raz trochę bliżej SM. Trenowanie w tym przedziale najefektywniej wpłynie na wzrost naszych możliwości jeżeli chodzi o wspinanie jednowyciągowe na trudność. Oczywiście gdy dojdziemy do poziomu powiedzmy VI.4 będziemy musieli podreperować trochę siłę maksymalną (trening bliżej WS) bo możemy natrafić na takie przechwyty, że nie starczy nam siły na przejście. I tak dalej - oscylacja pomiędzy WS a SM połączona z dodatkową zmiennością w postaci różnicowania robionych ćwiczeń wydaje się najlepsze - i jednocześnie najmniej nużące.
Takiego podejścia na razie będę się trzymał.
wtorek, 18 marca 2014
Drugie kółko ropoczęte
Po tygodniowym reście powrót do treningów :). 500 metrów na tlen. Dało radę ale jest ostro wykańczające zrobienie nawet po prostych trasach takiej odległości w 3 godziny. Jeszcze raz coś takiego i wracamy do tego co istotne - siła maksymalna.
Robię sobie też w dni bez ścianki 30 minutowe przekładanie palców na drągu - nudne ale fajne.
Robię sobie też w dni bez ścianki 30 minutowe przekładanie palców na drągu - nudne ale fajne.
niedziela, 16 marca 2014
Piramida i nie tylko
Zrobiłem sobie dla przypomnienia piramidkę do 8 i w dół - poszło na luzie. To ćwiczenie LINK. Mam zamiar już za kilka tygodni przystawić się do liczby 9 - powinno puścić. Dzisiaj
jeszcze jedno ćwiczenie na wytrzymałość tlenową - coś takiego LINK.
Tego typu przekładanki palcowe na rurce przez 30 minut. Tak dociążałem
palce aby czuć w przedramionach zbliżające się napompowanie ale aby nie
napompować się strasznie. Tą kontrolę nad pompowaniem się przedramion
uzyskujemy albo zwiększając kąt podparcia nóg o ziemię albo robiąc zwisy
jednej ręki w dół połączone ze strzepywaniem buły. Bardzo dobre
ćwiczenie ale niezwykle nudne - dobrze mieć rurkę tak usytuowaną aby dało się telewizor
oglądać :), albo ustawić sobie laptopa i puścić jakiś film czy
coś bo te 30 minut dłuży się cholernie :).
PS
Jeszcze nie otrząsnąłem się z wczorajszego osiągnięcia 15 podciągnięć - ciągle o tym myślę :). Fajne uczucie, że dziad jednak może pójść dalej.
PS
Jeszcze nie otrząsnąłem się z wczorajszego osiągnięcia 15 podciągnięć - ciągle o tym myślę :). Fajne uczucie, że dziad jednak może pójść dalej.
sobota, 15 marca 2014
Przełom nad przełomy :)
Relacja z wyścigu na rurze:
Cóż za radość!!! Jakbym złoty medal zdobył - 15 podciągnięć statycznych na drągu w ciągu zrobione. Bałem się tego podejścia bo już tyle razy bicie rekordu w tej kategorii kończyło się fiaskiem. Udało się. 13 było bardzo na luzie, 14 nagły spadek siły a przy 15 była walka ale udało się. Teraz trzeba umocnić się na tym poziomie podciągnięć. Wracam do piramidek w podciąganiach szczególnie, że chcę w piramidzie podciągnięć dojść do 9 i w dół.
PS
Ale radość :) :) :). Po tylu miesiącach w końcu coś drgnęło :).
Cóż za radość!!! Jakbym złoty medal zdobył - 15 podciągnięć statycznych na drągu w ciągu zrobione. Bałem się tego podejścia bo już tyle razy bicie rekordu w tej kategorii kończyło się fiaskiem. Udało się. 13 było bardzo na luzie, 14 nagły spadek siły a przy 15 była walka ale udało się. Teraz trzeba umocnić się na tym poziomie podciągnięć. Wracam do piramidek w podciąganiach szczególnie, że chcę w piramidzie podciągnięć dojść do 9 i w dół.
PS
Ale radość :) :) :). Po tylu miesiącach w końcu coś drgnęło :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)